Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9417
Rozpoczętych wątków : 6060
Odpowiedzi : 23938
Wspieramy

Gothycka Mucha :: The Sisters of Mercy - życie i twórczość

The Damage Done - *1/2

Singiel, o którym należy zapomnieć. Wykupić te cholerne 1000 sztuk oficjalnych i jakieś 3-4 tysiące nielegalnych bootlegów i może by się to jakoś ukryło. No bo co tu dużo mówić - to singiel wydany przez dwóch chłopaków, którzy chcieli usłyszeć samych siebie w radiu. I nawet im się to udało - sam John Peel puścił to "coś" 2 razy (ponoć).
To jedyny singiel Sióstr nagrany bez Doktora Lawiny - to widać, słychać i czuć (tak, Endrju był fatalnym dramerem).

Najlepszy moment - okładka
Najgorszy moment - wszystkie pozostałe

Body Electric - ****

Uff... Panowie pozbierali się do kupy, uzupełnili skład (Doktor! Doktor!) i postanowili zacząć tworzyć MUZYKĘ. Na pierwszy ogień poszły piosenka najlepsza (Body Electric) i najpopularnijesza (Adrenochrome), co dało efekt piorunujący. O ile jeszcze strona B pokazuje postpunkową przeszłość zespołu, o tyle utwór tytułowy jednoznacznie pokazuje obrany kierunek i zapowiada rzeczy wielkie - niejednoznaczny tekst pełen odniesień do narkotyków, gęsty bas, zimna produkcja, ten głos...

Najlepszy moment - Too much contact, no more feeling
The sound around them all
Acid on the floor so she walk on the ceiling
And the body electric flashes on the bathroom wall

Najgorszy moment - brak!

Alice - *****

Hy. W życiu bym nie pomyślał, że po takim fajerwerku, jak poprzedni, może być jeszcze lepiej. A jest. Oto mamy Alicję, typową zagubioną przedstawicielkę pokolenia, oto mamy jej desperację, jej nieprzystosowanie, jej ucieczkę, jej prochy... Tak, Siostry będą wciąż do tego tematu wracać...
Mamy też świetną, wcinającą się w głowę melodię, idealną do zawojowania niezależnych list przebojów w 1982... Tak, w tej piosence można się było przejrzeć jak w lustrze...
A strona B wcale nie jest gorsza - Floorshow może nie jest hymnem, jest na to zbyt chropowaty, ale również poraża. Moim zdaniem to najlepszy singiel Sióstr ever...

Najlepszy moment - Alice! Don't give it way!!!
Najgorszy moment - brak

Anaconda - ***

Auaaa. To bolało. Niestety, po wejściu na szczyt kiedyś trzeba z niego zejść. Nie lubię tej piosenki, jest dla mnie zbyt toporna, jakaś taka... Hmm, zapóźniona... Bo skoro już zarysowano nowy kierunek, to po kiego diabła wracać do tego, co było wcześniej? Bo Anaconda to młodsza siostra Adrenochrome, przy czym tamta chociaż była bardziej melodyjna. Sytuację ratuje strona B, czyli Phantom - świetna, około siedmiominutowa instrumentalna jazda. I tylko dzięki temu 3 gwiazdki...

Najlepszy moment - Phantom
Najgorszy moment - Anaconda

Alice (2nd release) - ****

Początkowo było to wydanie eksportowe, bodajże kanadyjskie. Siedmiocalowy singiel Alice uzupełniono Phantomem (całe szczęście, że nie Anacondą) oraz przeróbką piosenki The Stooges - 1969 (o której lepiej zapomnieć - nie każdy jest Iggy Popem), i wydano to na 12''. Dość szybko okazało się, że epka osiąga spore ceny na giełdach w UK i dlatego zdecydowano o jej wydaniu również i na Wyspach. I całe szczęście, bo potem taki sobie szary myszak jak ja mógł je sobie kupić w sklepie za 2 funty ;)

Najlepszy moment - Alice
Najgorszy moment - 1969

The Reptile House - ******

Zmiana konwencji - z zimnej fali przesiadka na gotyk pełną gębą. Wiem, za te słowa Ojciec Przełożony zrobiłby mi duuużą i bolesną krzywdę, ale taka jest prawda. Do czasu wydania Floodland to najmroczniejsze i najlepsze wydawnictwo Sióstr, wypełnione długimi, mrocznymi kompozycjami. To własnie tutaj ostatecznie ukształtował się wizerunek Sióstr (sceniczny i nie tylko), który choć początkowo był tylko grą z konwencją, już niedługo później miał zacząć ciążyć jak młyński kamień.
Przyznam szczerze, że nie każdy jest w stanie przebrnąć przez taką dawkę mroku, depresji i rozpaczy i czego tam jeszcze się udało zmieścić... No bo i prochy (Kiss the carpet, Lights), i wojna o Falklandy połączona z gorzką satyrą na ogłupiałe ślubem księżnej Diany i księcia Karola tłumy (Valentine), i odwołania do twórczości Jima Morrisona (Burn)... Dużo tego... Ale jeżeli chce się coś wiedzieć o gotyku, o Siostrach, to po prostu trzeba tę płytę znać.

Najlepszy moment - For the brand new darkness for the bright new way - Hit!
Najgorszy moment - kiedy płyta się kończy, a ty zostajesz z tym wszystkim sam...

Temple of love - *****

To był chyba największy komercyjny sukces Sióstr przed podpisaniem kontraktu z WEA, tak jakby ostatnia prosta i ukoronowanie stylu. Właściwie zaraz mogliby nagrywać Floodland, bo i kontrukcja tytułowej piosenki jest identyczna jak konstrukcja This Corrosion czy Lucretii, tak samo zresztą jak i nastrój czy pewna pompatyczność. No bo fakt - patosu tej piosence nie brakuje! I dobrze, tak właśnie powinno być, historia zdradzonego kochanka, który najpewniej stał się żądnym zemsty upiorem takiej właśnie oprawy wymaga.
Na stronie B znalazła się kompozycja Heartland - oczywiście nie tej samej klasy co strona A, ale też trzymająca poziom. 12'' maxisingiel wzbogacono ponadto świetną przeróbką stonesowskiego Gimme shelter - nagrania, od którego wg Eldritcha zaczęły się Siostry...

Najlepszy moment - And the temple of love is falling down...
Najgorszy moment - brak!

Body and Soul - ****

No i stało się - Siostry podpisały kontakt, odszedł Ben Gunn, przyszedł Wayne Hussey - przez jednych wyklinany, przez innych błogosławiony - ale o tym przy okazji płyty. Najpierw jednak wydano tę czteroutworową epkę, chyba po to, żeby przyzwyczaić słuchacza do nowych Sióstr. No bo taki utwór tytułowy w porównaniu choćby z Adrenochrome czy Fix to... pop! Czyste, przyjemne gitary, pulsujący basik, dyskretne klawisze. Owszem, ładne to (i to bardzo!), ale czy to są Siostry, które znaliśmy? Na szczęście potem jest już lepiej - wraca odświeżone Body Electric (to chyba dla takich malkontentów jak ja), potem mamy trzęsienie ziemi w postaci baaardzo gotyckiego i mrocznego Afterhours, a na koniec szok kompletny - zupełnie elektroniczny Train...
Ciężko ogarnąć tą płytkę, ale mimo wszystko warto ją mieć - choćby po to, żeby zobaczyć, ile twarzy naraz mogły mieć Siostry...

Najlepszy moment - One more night spent on your mirror
Black Maria in your eyes...

Najgorszy moment - brak

Walk away - ***1/2

No i mamy pierwszy singiel do pierwszej płyty zespołu - uch, zabić Husseya... Nieznośny pop, trywialne zagrywki, totalny regres... Blech! Więc za co te 3 i pół gwiazdki pytacie? Ano za strony B, czyli Poison door, genialny, znany wcześniej tylko z koncertów On the wire (szkoda, że bez wstawki z Teachers) czy wydłużoną wersję Train (tutaj po prostu jako Long Train). Zaraz zaraz, ja chwalę Train? Zaraza...

Najlepszy moment - I don't sleep so I don't dream so I don't wake up frightened...
Najgorszy moment - refren Walk away

No time to cry - ***

A jednak czas zapłakać... Drugi singiel i wpadka jeszcze gorsza... Mówiłem już, żeby zabić Husseya? Bo przecież strony B znów muszą ratować sytuację - świetne Blood money czy przepiękna ballada Bury me deep... Chyba nie muszę pisać, która strona singla należy do Husseya, a która do Eldritcha...

Najlepszy moment - Lie beside and bury me deep...
Najgorszy moment - refren No time to cry

First and last and always - ***1/2

Nie umiem oceniać tej płyty. A właściwie dwóch, bo to nie jest zwarta całość, ale dwie odrębne epki złożone w całość, a przynajmniej ja to tak traktuję. Jest to wynik pewnej umowy, wg której stronę A stworzył Wayne Hussey, a stronę B Gary Marx. Strona A zasługuje na 2 i pół gwiazdki, a strona B na cztery i stąd uśredniając mamy 3 i pół... Ale po kolei.
Początek jest w miarę zachęcający, o ile za zachęcającą można nazwać przedstawioną w Black Planet apokaliptyczną wizję postnuklearnego, wyniszczonego świata. Muzycznie jest przeciętnie, ale poprawnie. Niestety, następne 3 utwory to parada koszmarów - Walk away i No time to cry zostały wybrane na single, a A rock and a hard place chyba tylko przez przypadek singlem nie zostało - są miałkie, popowe i nijakie. Słuchając ich marzy się tylko o przycisku "przewiń dalej"... I kiedy już udaje się nam dotrzeć do ostatniego kawałka strony A - Marian, zostajemy postawieni pod ścianą - ja do tej pory (i wielu razem ze mną) nie potrafię zrozumieć jak to się stało, że facet odpowiedzialny za totalne zniszczenie i zdemolowanie tego, co było znane jako brzmienie Sióstr Miłosierdzia wydobył z siebie najlepszą i najwspanialszą, archetypiczną wręcz piosenkę Sióstr. Nagle znów mamy wszystko to, za co kochaliśmy Siostry, no bo czymże innym jest ta pieśń tonącego żeglarza widzącego w ostatnim przebłysku świadomosci swoją ukochaną? Oczywiście należy pamiętać, że to wszystko nie jest do końca serio (zgubi to wielu, oj wielu), ale jak pięknie jest się oddać takiej Mariannie...

Strona B już niestety nie posiada takich atutów, ale ile może być na jednej płycie utworów wręcz siedmiogwiazdkowych (przypominam - bowiązuje skala pięciogwiazdkowa)?
Co prawda otwierający stronę B utwór tytułowy śmierdzi podejrzanie Husseyem, ale dalej jest już tylko lepiej. Powracają stare narkotykowe demony, powraca nastrój znany z pierwszych singli Sióstr (takie Amphetamine logic to jawne rozwinięcie Alice, a Nine while nine wyrasta wprost z okolic Anacondy), ale nie ma dosłownych powtórzeń - raczej twórcza kontynuacja. Płytę wieńczy piękna ballada Some kind of stranger, zdecydowanie drugi najjaśniejszy punkt płyty.

Bardzo ciężko oceniać tę płytę, bo nie dość, że jest potwornie nierówna (pierwsza strona!), to jeszcze wsteczna w stosunku do The Reptile House czy Temple of love. Do tego trzeba dodać konflikty w zespole (Eldritch niemal nie brał udziału w tworzeniu tej płyty, Marx odszedł niedługo po jej nagraniu), fatalną produkcję, wreszcie ciśnienie, które rozsadziło w końcu zespół...
Ciężko...

Najlepszy moment - Marian
Najgorszy moment - refreny Walk away, No time to cry i A rock and a hard place

Mały przerywnik - w 1985, niedługo po wydaniu debiutanckiego albumu zespół The Sisters of Mercy zawiesił, a potem oficjalnie zakończył działalność. Gary Marx odszedł jeszcze przed tym faktem (założył on później własny projekt pod nazwą Dance on Glass), natomiast Craig Adams i Wayne Hussey postanowili razem założyć na gruzach Sióstr nową kapelę. Problem leżał w nazwie, której zamierzali użyć - The Sisterhood. Kwestia była drażliwa, ponieważ nie dość, że była to nazwa kojarząca się bardzo mocno z poprzednim ich zespołem, wręcz narzucająca skojarzenia z kontynuacją, to jeszcze traf chciał, że żaden z panów nie miał praw do nazwy The Sisters of Mercy (do tej nazwy prawa mieli założyciele zespołu, czyli Eldritch i Marx, przy czym ten ostatni też nie, bo odszedł z zespołu przed jego rozwiązaniem). Tak więc nietrudno zrozumieć, że Eldritch zareagował bardzo negatywnie. I tak w 1986...

Giving Ground - ***1/2

Nie ma to jak potrzeba chwili. Ponieważ Adams i Hussey postanowili rozpocząć trasę koncertową jako The Sisterhood, Eldritch w naprędce zmontował skład zespołu (Patricia Morrison, James Ray, Alan Vega, Lucas Fox i nieśmiertelny Doktor Avalanche) i wydał singiel sygnowany nazwą... The Sisterhood.
Czyli ten singiel. Ponieważ czasu było mało, Eldritch sięgnął po piosenkę napisaną z myślą o kolejnym albumie Sióstr i zamieścił ją w dwóch wersjach - normalnej i instrumentalnej. Piosenka sama w sobie szczególnie wybitna nie jest - trzyma poziom, ale nic więcej.
Niezwyczajne jest natomiast to, kto śpiewa - bo nie Eldritch! To James Ray - zobowiązania kontraktowe uniemożliwiły Ojcu Przełożonemu udział inny niż produkcja i autorstwo materiału...

Najlepszy moment - niespodziewane wydanie singla
Najgorszy moment - w którym odkrywasz, że pomimo tego, że wokalista strasznie się stara, nie jest Andrew Eldritchem...

Gift - ****

A oto efekt dalszych prac pod szyldem The Sisterhood - drugi i zarazem ostatni. Trudno zresztą nazwać to wydawnicto pełnowymiarową płytą - zawiera ono tylko 5 piosenek... Dziwnych piosenek (to mało powiedziane). Bo weźmy takie Jihad, którego jedynym tekstem jest wypowiadana przez Patricię Morrison liczba 25.000 - czyli jak wieść gminna niesie suma, którą Hussey musiał zapłacić Eldritchowi za podszywanie się pod Sisters of Mercy. Albo Finland red, Egypt white, w którym Lucas Fox po prostu czyta instrukcję obsługi kałasznikowa.
Są też nagrania bardziej "normalne" - takie jak singlowy Giving ground, czy wieńczący płytę elektroniczny Rain from heaven. O ile można je nazwać normalnymi...

Nie zapominajmy, że mamy do czynienia z Siostrami (choć w przebraniu), musiała się więc znaleźć i tu jakaś perła - Colours... Przepiękna melodia, lakoniczny tekst, mi osobiście kojarzący się z upadkiem dyktatora, ale o tym przy okazji Floodland... Tak czy inaczej kolejny przebłysk geniuszu. Niewiernym radzę włączyć pierwszą płytę The Mission (bo tak w końcu się nazwali Adams z Husseyem) i zobaczyć, co lepsze...

Najlepszy moment - You reap what you sow...
Najgorszy moment - płyta się kończy, a tu nadal ani śladu głosu Eldritcha...

Ps - tytuł Gift wzięty jest z języka niemieckiego, a nie jak wielu błędnie sądzi, z języka angielskiego. Po niemiecku oznacza to tyle, co trucizna - zaiste, zatrute danie zaserwowano Husseyowi...

This Corrosion - ******

Ponieważ wszystkie spory dotyczące nazw The Sisterhood i The Sisters of Mercy zostały wyjaśnione, nadszedł czas na reaktywowanie Sióstr. Ze składu The Sisterhood do Sióstr trafiła tylko Patricia Morrison (choć wg Eldritcha jedynie po to, aby stworzyć iluzję istnienia zespołu - wszystkie partie instrumentów na singlach i płycie Floodland Eldritch nagrał sam) i pojawił się ten oto singiel. Wydany był w dwóch wersjach - siedmio i dwunastocalowej, pierwsza z nich oprócz utworu tytułowego zawierała kompozycję Torch, natomiast druga została uzupełniona nagranym już z właściwym wokalistą utworem Colours (i to własnie wydawnictwo wszystkim polecam).
Utwór tytułowy był zaskoczeniem. Choćby dlatego, że do jego nagrania wykorzystano prawdziwy chór. I choćby dlatego, że wyprodukował go facet odpowiedzialny za rzeczy takie jak The bat out of Hell Meat Loafa, a więc bajkę zupełnie inną niż Siostry. A jednak ten, kto słyszał kiedyś Temple of love nie powinien czuć się zaskoczony... Znów mamy dużą dozę patosu (przede wszystkim w muzyce), zresztą samo nagranie w całości trwa ponad 11 minut - uff... W tekście zaś dostało się w niezbyt zawoalowany sposób Husseyowi (o którym Eldritch stwierdził kiedyś całkiem słusznie, że ukradł mu niemal wszystko, w tym nawet kapelusz) i wszystkim tym, którzy wyrzucili Ojca Przełożonego na śmietnik historii. Zaiste, rację miał...
Strona B natomiast jest zupełnie inna - ginie gdzieś pewność siebie, asertywnność, pozostaje tylko pragnienie miłości, zakończone wyznaniem "would you carry the torch for me?". Przepiękna piosenka! A jeszcze jest Colours...

Najlepszy moment - I got nothing to say I ain't said before
I bled all I can, I won't bleed no more

Najgorszy moment - kiedy Wayne Hussey usłyszał ten singiel (ale to tylko jego moment)

Dominion - *****

I kolejny już singiel zapowiadający drugi album długogrający w karierze Sióstr - Floodland. Jako piosenka Dominion jest nawet lepszy od Korozji, ale jako całość singiel się broni nieco mniej.
Strona A jest bezdyskusyjnie wybitna - Dominion jest chyba najbardziej znaną piosenką z Floodland, najbardziej przebojową, a jednocześnie świetną muzycznie i tekstowo. Powstał z nienawiści Eldritcha do Stanów Zjednoczonych (która zresztą na płycie wykrystalizowuje się w piosence Mother Russia połączonym z Dominionem), i wyniósł Siostry na szczyty list przebojów - tych normalnych, nie tylko alternatywnych... Poza tym Dominion to chyba jedyna piosenka promowana normalną drogą, która posiada aż trzy zakończenia - pierwszym jest wspomniana już wyżej Mother Russia, drugim - Ozymandias (choć myliłby się ten, kto spodziewałby się tam recytacji słynnego poematu - to po prostu Dominion puszczony od tyłu!), trzecim wreszcie zwyczajne wyciszenie.
Ozymandias był stroną B singla siedmiocalowego, natomiast wyciszenie zamykało stronę A singla dwunastocalowego. Jak zwykle zresztą lepiej było inwestować w 12'' - ponieważ na stronie B umieszczono aż 3 nagrania. Untitled i Sandstorm były instrumentalnymi wariacjami na temat Dominionu (i oba potwierdzały, że nie ma bardziej gotyckiego instrumentu niż... saksofon - serio!), natomiast Emma to przeróbka piosenki Hot Chocolate - gdybym nie wiedział, dałbym się nabrać, że oto dano nam kolejny song do podłej kobiety autorstwa umęczonej duszy Ojca Przełożonego ;)

Najlepszy moment - In the land of the blind be...King! King! King! King!
Najgorszy moment - brak Mateczki Rosji po Dominionie...

Lucretia (my reflection) - ****

I tu powtarza się sytuacja z poprzedniego singla - piosenka jeszcze lepsza niż poprzednie, ale singiel jako całość broni się... No prawie w ogóle się nie broni... A przynajmniej jak na standardy Sióstr. Piosenki są tylko dwie - w zależności od tego, czy mamy do czynienia z wersją siedmio czy dwunastocalową Lucretia trwa 4 albo 9 minut i mamy do wyboru nagranie Train, albo Long Train. I to mniej więcej tyle. Szkoda, że tak mało...

Co oczywiście nie zmienia fakt, że Lucretia to piosenka genialna!

Najlepszy moment - We don't doubt, we don't take direction
Lucretia, my reflection, dance the ghost with me..
.
Najgorszy moment - czy już mówiłem, że tu nie muszę chwalić Train?

Floodland - *******

No i bum. Znów 7 gwiazdek na 5 możliwych... Można? Można.
Ta płyta to koncept album. O wszystkim. O wodzie. O Ameryce. O Rosji. O współczesnej ludzkości. Można zresztą wymieniać, ale po co? Wystarczy posłuchać spowiedzi oczekującego na apokaliptyczną powódź straceńca z Flood I. Albo zobaczyć, jak tenże umila sobie czas zamiast drżeć o własne życie (Flood II). Czy jak wspomina z rozrzewnieniem własne dzieciństwo w cudownym 1959. Czy jak wspomina różne rozliczne grzechy własne i cudze w Lucretii, Dominionie czy Korozji... Czy jak jakimś cudem uszedłszy przed kataklizmem ogląda spustoszony świat w Driven like a snow. Czy wreszcie jak wszystko ucicha w Neverland...
Nie, czego bym nie napisał, będzie to tylko mgliste odbicie - tej płyty trzeba wysłuchać, zanurzyć się w niej, ona jest jak toń, jak woda...

Mam swoje wyobrażenie tej historii, ale nie napiszę go tu, bo każdy powinien mieć własne...

Ps - wersja kompaktowa płyty została poszerzona o Torch i Colours - zdaniem Eldritcha bezprawnie, bo bez rzadnej konsultacji z nim.
Tak czy inaczej jedni wolą słuchać tylko 8 pierwszych utworów, inni wszystkich 10 - tak czy inaczej ja nikomu niczego nie narzucam...

Najlepszy moment - cała płyta
Najgorszy moment - brak!!!

More - *****

I znów historia zatoczyła koło. Siostry ponownie się rozpadły (Morrison odeszła w 1989), a Ojciec Przełożony zrekrutował kolejny skład (Tony James, Tim Bricheno, Andreas Bruhn oraz rzecz jasna dusza zespołu - Doktor Avalanche) i nagrał singiel. Znów za produkcję był odpowiedzialny Jim Steinman (ten od Korozji, Dominionu i Lukrecji oraz Meat Loafa of kors) i znów powstała bombastyczna, patetyczna pieśń trwająca ponad 8 minut. I tak, kolejna wielka (nie tylko rozmiarami!) pieśń.
Zamiast Patricii chórki zrobiła Maggie Reilly (ta od Moonlight Shadow) i wyszło świetnie!
Szkoda tylko, że strona B jest taka hardrockowo zwyczajna :(

Najlepszy moment - One thing I know - I want MORE!!!
Najgorszy moment - You could be the one - że taka zwyczajna...

Doctor Jeep - ****

Drugi singiel z trzeciego już albumu Sióstr - Vision Thing. Drugi bardzo dobry singiel, choć to już nie te czasy, że na strony B trafiały niepublikowane wcześniej nagrania. Ale i tak jak zwykle warto kupić maxisingiel, bo oprócz standardowego Knocking on heaven's door Dylana dostępnego także na małej płytce otrzymaliśmy 2 nagrania bootlegowe - Burn i Amphetamine logic. Co prawda jakość tych nagrań nie powala, ale i tak warto :)

Najlepszy moment - czarny nietoperz w czarnym kapeluszu na czarnym tle przed czarną publicznością - kto widział taśmę Wake, ten wie :)
Najgorszy moment - gdzie te dawne B-side'y...

When you don't see me - ****

Trzeci singiel, bardzo zresztą podobny w kontrukcji do poprzedniego, z tym, że wydany jedynie w Europie, a nie na Wyspach. Oprócz bardzo dobrej piosenki tytułowej dostaliśmy wersje koncertowe Ribbons i Something fast - mniam!

Najlepszy moment - I tried to tell her 'bout Marx and Engels, God and Angels
I don't really know what for
...but she looked good in ribbons!!!

Najgorszy moment - jak w poprzednim singlu

Vision Thing - *****

A więc mamy trzeci, najbardziej kontrowersyjny album grupy. Kontrowersyjny, bo zupełnie niegotycki. Bo Eldritch postanowił połamać wiążące go konwencje i nagrał płytę równie pastiszową jak poprzednie, ale tym razem... hardrockową! A jednak wspaniałą, trzeba przyznać.
Świat był zaskoczony, skofundowany, zresztą widok Księcia Ciemności pozującego na jakiegoś pudel metala musiał budzić grozę... Podejrzewam, że ja też bym był, ale trudno oczekiwać od siedmiolatka, zeby się tym bardzo przejął wtedy...
Pomijając jednak otoczkę i skupiając się na muzyce warto zauwazyć, że to bardzo mądra i doskonała płyta. Wszystko jest na swoim miejscu, nie ma niepotrzebnych dźwięków, wszystko jest diabelnie logiczne. I nagle sami się łapiemy słuchając niemal wieśniackich zagrywek (jak w Vision Thing czy When you don't see me), że to bierze, że nam się to podoba, cholera, czy to my się śmiejemy czy to z nas się śmieją? Ciekawe, bardzo ciekawe uczucie! Osobiście mam podobnie z Something fast, prywatnie najpiękniejszą balladą Sióstr w ogóle, a jednak niebezpiecznie balansującej na granicy kiczu... A niech tam, z Marianną to samo było!
Ale są też piosenki poważniejsze, komentujące na żywo sytuację świata (Doctor Jeep, Detonation Boulevard), jak i "normalne" sistersowe rozrachunki z życiorysem (I was wrong). No i oczywiście kolejny siedmiogwiazdkowy dynamit - Ribbons. Piosenka, która zasługuje na osobne omówienie, monografię może, będąca niemal technicznym odwzorowaniem hormonalnego szaleństwa, erotycznej napięcia pomiędzy kobietą-modliszką a mężczyzną... "gadałem jej o Marskie, Engelsie, Bogu, Aniołach i cholera wie po co to... wyglądała cudownie we wstążkach..." - ech, ten groch z kapustą w pustym łbie...

Vision Thing jest bardzo spójną płytą, najspójniejszą chyba ze wszystkich, jakie Siostry popełniły. I co ciekawe, mi osobiście najlepiej się przy niej wypoczywa, choć znamienne są słowa Ojca Przełożonego z wywiadu udzielonego Tylko Rockowi w 2003 roku: "Smutne jest to, że znowu stała się aktualna. Pokazałem tam, jak niebezpiecznym kretynem był prezydent George Bush. Minęło dziesięć lat i znowu mamy niebezpiecznego kretyna George'a Busha u władzy. A te wszystkie piosenki brzmią tak, jakby były o nim."

Najlepszy moment - I tried to tell her 'bout Marx and Engels, God and Angels
I don't really know what for
...but she looked good in ribbons!!!

Najgorszy moment - gdy sobie uświadomimy, że nie ma więcej płyt The Sisters of Mercy...

Temple of love 1992 (touched by the hand of Ophra Haza) - *****

Singiel zapowiadający kompilację pierwszych singli Sióstr, Some girls wander by mistake. Zawiera przeróbkę klasycznej już pozycji z dyskografii Sióstr, a więc Temple of love, wzbogaconą o zawodzenie seksownie się prezentującej na teledysku Ophry Hazy. Dla jednych świętokradztwo, dla innych wspaniały pomysł, tak czy siak psikus dla wytwórni - singiel miał promować wspomniane już przeze mnie wyżej wydawnictwo, ale na nim samym się nie ukazał.
Stronę B stanowiły remiksy I was wrong, Vision thing i singlowa wersja When you don't see me.

Najlepszy moment - pierwsze wejście Ophry Hazy
Najgorszy moment - pierwsze wejście Ophry Hazy
(co kto lubi)

Some girls wander by mistake - *****

Przepiękny, dwypłytowy (na winylu, na CD jednopłytowy) składak wszystkich singli zespołu od The Damage Done po Temple of love, a więc z ery przed kontraktem z WEA (i dojściem Wayne'a Husseya). Powiadają, że za pieniądze z niego Ojciec Dyrektor kupił sobie białego Mayba... ekhm, Mercedesa. Tak czy siak bardzo przydatny, bo pierwsze 4 single były zupełnie niesiągalne dla normalnego zjadacza chleba (płaciło się za nie po kilkaset funtów) i zespół był bezwstydnie rolowany przez piratów.
Nadmienić trzeba, że dla wielu (w tym i niżej podpisanego) pozycja absolutnie kultowa.

Najlepszy moment - same najlepsze momenty poza...
Najgorszy moment - pierwszy singiel grupy i Anaconda

Under the Gun - ****

A to z kolei singielek zapowiadający the best of Sióstr - A slight case of overbombing. Tym razem Eldritcha wokalnie wspomaga Terri Nunn, szerzej znana jako wokalistka grupy Berlin. Piosenka całkiem fajna, balladowa, ale do najlepszych dokonań Sióstr jej daleko.
Stronę B urozmaicił miks utworu tytułowego i nowa, całkiem ciekawa wersja Alice.

Najlepszy moment - "goth rap" pod koniec utworu tytułowego ;)
Najgorszy moment - nie stwierdzono

A slight case of overbombing - ***1/2

Typowe the best of - ułożone chronologicznie od Under the Gun do Body and Soul strony A wydanych w Anglii singli Sióstr. Nagrania bronią się różnie (pada szczególnie era Husseya), całość nie przekonuje.

I to tyle - od tamtej pory o jakiejkolwiek wydawniczej aktywności Sióstr nie słychać niczego. Wytwórnia co prawda wznowiła 3 studyjne albumy Sióstr, wzgogacając je m.in. piosenkami z singli, a także odrzutami z sesji (Some kind of stranger na First and Last and Always i pełna wersja Neverland na Floodland - przy okazji wyjaśniło się, że jednak istnieje piosenka, o której Eldritch wypowiadał się z uporem, że nie istnieje!), ale Siostry już nie są związane z nią kontraktem.

Od 2001 roku na oficjalnej stronie Sióstr wisi komunikat, że singiel Summer ukaże się wkrótce.
Czekamy...

Komentarzy: 0 02.04.07 - 23:47

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture