Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9392
Rozpoczętych wątków : 6041
Odpowiedzi : 23919
Wspieramy

Gothycka Mucha :: Gonzales über alles, czyli (prawie) cała prawda o Gonzalesie

Prolog

Człowiek dobija się do drzwi garderoby - Już czas zaczynać! Gonzales! Gdzie ty do cholery jesteś?! Gonzales? Oww shit... (cięcie) Wielki, chudy koleś wyglądający jak skrzyżowanie Elvisa z Alem Bundym robi wszystko, żeby zlikwidować pukającego człowieka - za pomocą wielkiej ręki, rakiety tenisowej, mikrofonu czy czego tam jeszcze, żeby w samym środku przerwać i zapytać publiczności "You like my video?" i od razu skontrować to wersem "I love the crowd, I hate the crowd..." Obserwujący to wszystko chłopak jest pod wrażeniem. Coś się skończyło, a zaczęło się coś zupełnie nowego i ekscytującego. Być może nie spali swojej kolekcji płyt gwiazd z Seattle, ale zauważy, że w 2002r. słucha się już czegoś zupełnie innego. Dziękujemy Ci Vivo Zwei!

Jason Beck

Gonzales (właśc. Jason Charles Beck), kanadyjski pianista, kompozytor i songwriter, ukończył prestiżowy McGill University w Montrealu jako pianista klasyczny. Autor i współautor kilku musicali, występuje również solowo.

Jeszcze na studiach Jason Beck zaczął pisać piosenki - proste miniatury, jak i bardziej rozbudowane kompozycje, które zaczęły się składać na komponowane wspólnie z bratem Chrisem musicale. Ale to nie było jedyne pole, na którym działał młody muzyk - dość szybko odkrył, że nie wystarcza mu rola autora obserwującego wykonanie swego dzieła gdzieś z tyłu, ale wręcz przeciwnie, zauważył, że najwięcej frajdy daje wykonywanie swoich piosenek osobiście. Oczywiście w świecie muzyki klasycznej nie miał na to zbyt wielu szans - wysoki, chuderlawy, pozbawiony zdolności wokalnych i scenicznej aparycji, co najwyżej mógł szukać szczęścia za fortepianem. Albo założyć zespół rockowy, co też uczynił.

Kariera, pt. 1

Tak narodził się Son, który w 1995r. zdołał podpisać trzypłytowy kontrakt z kanadyjskim oddziałem Warnera. Niestety, wytwórnia od początku nastawiła się na komercyjne wykorzystanie zespołu, skąpiąc pieniędzy na porządne nagranie materiału na pierwszą płytę, w wyniku czego materiał zamieszczony na debiutanckim albumie Son zatytułowanym Thriller jest tym samym, który muzycy przedstawili wytwórni jako demo... Mimo tego płyta odniosła spory sukces, zdradzając kompozytorskie zdolności Becka, a wykrojony z niej singiel Pick up the phone udanie flirtował z kanadyską listą przebojów. Niestety (dla wytwórni) zespół na następnej płycie postanowił zbadać mroczniejsze i bardziej alternatywne rejony, proponując konceptalbum Wolfenstein, opowiadający historię człowieka powoli zmieniającego się w wilka po tym, jak potrącił to zwierzę. Miary nieszczęścia dopełnił fakt, że jedyny akceptowalny radiowo utwór na płycie nosił fatalny z punktu widzenia rozgłośni tytuł Making a Jew cry, co automatycznie pociągnęło za sobą oskarżenia pod adresem zespołu o antysemityzm. Oskarżenia o tyle bzdurne, że sam Beck jest w połowie Żydem... Jak łatwo przewidzieć, album przepadł w zestawieniach, a zespół pożegnał się z wytwórnią - i wkrótce zakończył działalność. Jedynym śladem tych doświadczeń jest utwór Candy - raczej nie do zacytowania w kulturalnym towarzystwie...

Przypadek (Berlin Wschodni)

Jakie było najmodniejsze i najgorętsze miasto pierwszej połowy lat 90tych? Berlin. Świeżo połączone, naznaczone bliznami zimnowojennego koszmaru miejsce, ojczyzna niepokornej podziemnej sceny muzycznej, która od końca lat 60tych ściągała do Berlina Zachodniego tabuny upadłych hipisów, punków i wszelkiej marki artystów, pseudoartystów, narcyzów i wszystkich tych, którzy chcieli choc otrzeć się o artyzm innych, poczuć dekadencki nastrój życia w oku cyklonu oraz tych, którzy marzyli o spotkaniu resztek legendarnego Berlina lat 30tych... Tak, to na pewno było miejsce warte odwiedzenia, ale tak gdzieś około roku 1991, może 1994. Ale jeśli ktoś chciał się dowiedzieć czegoś o tym mieście naprawdę, to wybierał teren znacznie trudniejszy, ale i ciekawszy - posttotalitarną wschodnią część miasta, wciąż widocznie inną od jakiegokolwiek miasta na Zachodzie. Tak też zrobił Jason Beck. Pewnego dnia podczas zwiedzania miasta ktoś za nim krzyknął: "Ej, ty! Ty jesteś Gonzales, chilly Gonzales!". Kolejny trybik ułożył się we właściwym położeniu, przypadkiem stało się coś ważnego...

Kariera, pt. 2

Skoro już się przeleciało pół świata w poszukiwaniu swojego miejsca, to trzeba jakoś zarabiać na życie, żeby nie powiększyć grona bezdomnych i narkomanów zasiedlających okolice Tiergarten. Beck postanowił zacząć występować jako MC, improwizując teksty do stworzonych na poczekaniu elektronicznych podkładów. Potrzebował tylko jednego - wizerunku, scenicznej persony, za pomocą której mógłby dzielić się swoją twórczością. Przypadkowy okrzyk usłyszany kilka dni wcześniej okazał się być niezwykle pomocnym - oto narodził się Chilly Gonzales, dysfunkcyjny megaloman usiłujący przekonać wszystkich o swojej wielkości, komentujący w ostry sposób zastaną rzeczywistość, bez żadnych zahamowań ani świętości. A jednocześnie posiadający na tyle dystansu do samego siebie, żeby jeden ze swoich performanców nazwać The worst MC ever...

Występy niekonwencjonalnego artysty łączącego w swoich kompozycjach elementy klasyki, rapu i muzyki elektronicznej szybko zdobyły sobie sporą popularność, doprowadzając do podpisania kontraktu z podziemną wytwórnią Kitty-yo, dla której Gonzales nagrał 3 płyty - debiutancką Gonzales über alles, nieco bardziej retrospektywną The Entertainist (obie w roku 2000) oraz będącą największym sukcesem komercyjnym i artystycznym Presidential Suite z roku 2002, z której pochodził genialny (i ostro promowany m.in. na Vivie Zwei) utwór Take me to Broadway, będący swoistym podsumowaniem stylu artysty, mieszczącym wszystko, co w jego dorobku najlepsze - łatwość pisania melodii, szaleństwa improwizacji, ironiczny tekst podany zwyczajowym rapem, do tego skręcono niesamowity teledysk...

Czego chcieć więcej, skoro dzięki tej piosence płyta dotarła nawet do takiego muzycznego zaścianka jak ówczesna Polska, dorabiając się nawet całkiem niezłej dystrybucji? Oczywiście był to sukces na miarę sceny niezależnej, nikt tu przecież nie mówi o pełnych stadionach... Jeśli do tego wszystkiego dołożyć bardzo udane kolaboracje z artystami takimi jak Peaches czy Feist, to obraz wydaje się być pełny.

Paryż

Wszystko, nawet to, co najlepsze, kiedyś się kończy, nawet żywot scenicznych figur takich jak choćby Chilly Gonzales. Beck pożegnał więc Gonzalesa retrospektywnym albumem Z, zawierajacym najlepsze utwory z wszystkich trzech płyt wydanych dla Kitty-yo i ponownie zmienił miejsce zamieszkania - tym razem na Paryż. Ta zmiana przeniosła się bezpośrednio na zmianę profilu działalności muzyka - Beck powrócił do komponowania dla innych, ale przede wszystkim powrócił do muzyki klasycznej i bardziej konwencjonalnych występów za fortepianem. A potem podpisał kontakt z jazzowym oddziałem wytwórni Mercury - coś zdecydowanie było na rzeczy.

Kariera, pt. 3

W tak zwanym międzyczasie Beck znalazł czas, żeby napisać większość materiału na debiutancką płytę Leslie Feist Let it die, która odniosła niespodziewany sukces rozchodząc się w nakładzie 500tys. kopii. Chwilę później widziano Becka piszącego i aranżującego piosenki dla powracajacą na wielką scenę Jane Birkin. A jeszcze chwilę później światło dzienne ujrzała jego własna płyta zatytułowana Solo Piano, ku zaskoczeniu wielu podpisana imieneim Gonzalesa... A przy okazji sprzedająca się lepiej, niż wszystko, co do tej pory wydał, a przecież niekomercyjna, zawierająca w większości instrumentalne kompozycje zaaranżowane jedynie na fortepian. Do tego trzeba dorzucić DVD i nowy, lepszy kontrakt z Mercury, tym razem jego głównym oddziałem...

7 kwietnia bieżącego roku ukazała się kolejna płyta artysty, zatytułowana Soft Power, zapowiadana jako połączenie wcześniejszych zwariowanych dzieł z nową, bardziej "ludzką" twarzą Gonzalesa, zainspirowana dokonaniami takich tuzów jak Bee Gees czy Billie Joel. Oczywiście to wszystko może być ściemą. Albo prawdą. Albo prawdą i ściemą naraz - bo przecież dla Gonzalesa wszystko jest możliwe...

Dyskografia:

Jako Jason Beck

Thriller
Filler (EP)
Wolfstein

Jako Gonzales

Let's Groove Again (SP)
O.P. Original Prankster (EP)
Red Leather (EP) - płyta nagrana wspólnie z Peaches
Gonzales Uber Alles
The Entertainist - płyta wydana pod nazwiskiem Chilly Gonzales
Presidential Suite
Z - album kompilacyjny
Solo Piano
From Major To Minor - podwójna płyta DVD
Soft Power


Więcej informacji:

http://www.gonzpiration.com/ - oficjalna strona artysty
http://www.myspace.com/gonzpiration - profil artysty na portalu MySpace.com

Komentarzy: 0 04.06.08 - 19:48

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture