Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Bleeding Darkness (Spain)
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9390
Rozpoczętych wątków : 6041
Odpowiedzi : 23918
Wspieramy

Gothycka Mucha :: Hiroshima - Vienna czyli wszystko o Ultravox

Londyn połowy lat 70tych był dziwnym miejscem. Hipisowska rewolucja zdążyła się już dawno wypalić, a szczytami list przebojów zawładnęły zespoły grające hard rock, takie jak Black Sabbath czy Led Zeppelin bądź glam, takie jak Roxy Music czy David Bowie. Triumfy święcili giganci rocka progresywnego tacy jak Pink Floyd czy Genesis. W powietrzu czuć już było jednak nadchodzącą zmianę - w małych klubach powoli zdobywały popularność zespoły grające krótkie, hałaśliwe piosenki, takie jak np. powstały w 1974 The Stranglers, a z drugiej strony rodziła się kultura disco. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że coś się zmienia, lecz nikt jeszcze nie wiedział, w jakim to wszystko pójdzie kierunku. Jedni wskazywali na odejście od zwykłego instrumentarium w stronę elektroniki, z nadzieją patrząc na wywodzący się z zachodnich Niemiec krautrock. Inni przeciwnie, mówili, że tylko powrót do podstawowego zestawu gitara, bas, perkusja może przywrócić muzyce wiarygodność, którą ta utraciła gdzieś po drodze.
Londyn nie był też miejscem spokojnym – narastający kryzys powodował wzrost napięć pomiędzy autochtonicznymi mieszkańcami Anglii a przybyszami z dawnego imperium, w tym przede wszystkim z Karaibów, którzy przywieźli własną muzykę – reggae. Nie było dnia, w którym nie można było znaleźć wzmianki o bójce, strajku, kryzysie. Londyn nie był miejscem spokojnym, ale to, co się w nim działo było… inspirujące.

Dennis Leigh, ur. 26 września 1947 w Chorley, Lancashire w rodzinie robotniczej. Od połowy lat 60tych działał w efemerycznych zespołach, najpierw w Lancaster, później w Manchesterze. Z powodu braku twórczej stymulacji przeniósł się w 1973r. do Londynu, by studiować na Royal College of Art.

Tiger Lily

Jeżeli było jakieś miasto na ziemi, które mogło zainspirować Dennisa, był to z pewnością Londyn. Mieszanka kultur, stylów, języków, która otaczała każdego mieszkańca tej metropolii mogła przyprawić o zawrót głowy. Nic dziwnego, że tak poszukiwana twórcza inspiracja natychmiast wróciła i niedługo po przyjeździe Dennis zaczął się rozglądać za osobami, z którymi mógłby założyć zespół, zespół brzmiący inaczej niż wszystkie inne. Tymi osobami okazali się być basista Chris Allen i gitarzysta Stevie Shears, a zespół przyjął nazwę Tiger Lily. Jeszcze przed pierwszym koncertem dołączył Kanadyjczyk Warren Cann obsługujący instrumenty perkusyjne. Pierwszy koncert nowopowstały zespół dał w londyńskim klubie Marquee i zaowocowało to dwoma wydarzeniami: pierwszą wzmianką o zespole na łamach wpływowego Melody Maker, chwalącego atmosferę koncertu i "apokaliptyczny goove" zespołu oraz dołączeniem do składu grającego na skrzypcach Billy'ego Currie'go. Szczególnie to drugie odcisnęło piętno na Tiger Lily, pozwalając na dołączenie instrumentów klawiszowych pomagających budować specyficzny nastrój. Oznaczało też skręt w kierunku muzyki granej przez zespoły takie jak Neu!, Can czy Kraftwerk, co obok wyraźnych nawiązań do ówczesnego Roxy Music dawało wrażenie eklektyzmu i pewnej artystowskości. Tak uzupełniony zespół zabrał się ostro do pracy, czego owocem był singiel Ain't misbehavin'/Monkey jive, nagrany na ścieżkę dźwiękową... filmu porno. Pieniądze za nagranie singla poszły na "dozbrojenie" zespołu, w tym wyposażenie Billy'ego w nowoczesny syntezator, co pozwoliło mu na większe uczestnictwo w koncertach.

Ultravox!

Kariera Tiger Lily nie rozwijała się tak, jakby tego chcieli członkowie zespołu. Glam, z którym zespół był identyfikowany odchodził w niepamięć. Roxy Music rozpadło się jeszcze w 1976r, natomiast David Bowie w tym samym roku udał się na brzemienną w skutkach wycieczkę do Berlina, która zaowocowała albumem Low. Do głosu zaczął dochodzić ruch punk, a Dennisowi zaproponowano śpiewanie w zespole London SS, z którego później wyłoniło się The Clash. Zespół postanowił zmienić brzmienie, adaptując wpływy punku, ale też i reggae, czego przykładem jest nagranie Dangerous Rhythm, wydane jako pierwszy singiel zespołu po zmianie nazwy na Ultravox! (koniecznie z wykrzyknikiem, jako hołd dla krautrockowego Neu!). Leigh również zmienił personalia, przeistaczając się w Johna Voxa, co oprotestował Cann uważając, że ten zawłaszcza dla siebie nową nazwę zespołu i grożąc Dennisowi, że zmieni nazwisko na Warren Ultra. Ostatecznie Dennis zrezygnował z nazwiska Vox na rzecz Foxx, a Chris Allen stał się Chrisem Crossem – zmiany stały się faktem.

Island

Nowo przekształconym zespołem zaczęły się interesować wytwórnie muzyczne, a wyścig ostatecznie wygrała prowadzona przez Chrisa Blackwella Island. Zaproponowała zespołowi sfinansowanie nagrania płyty i wydanie singla, na który wybrano noszącą ślady wpływu reggae piosenkę Dangerous Rhythm. Singiel i opublikowany 25 lutego 1977r. album Ultravox! Wzbudził konsternację. Eklektyczny, poruszający się pomiędzy krautrockiem, glamem, punkiem i reggae, w dodatku ubarwiony ekstremalnie niemodnymi w tamtym czasie klawiszami nie sprzedał się dobrze. Owszem, mówiono o nim mnóstwo, ale nie przekładało się to na sukces albumu ani zespołu. Prasa muzyczna, zachłyśnięta świeżo narodzonym ruchem punk nie zostawiała na Ultravox! suchej nitki, wytykając im wszystkie możliwe grzechy, od sprzedania się i koniunkturalizmu aż po artystyczną miałkość i nieświeży przekaz, czymkolwiek miałby on nie być. Sytuacji zespołu nie poprawił wydany jeszcze w tym samym roku (14 października) drugi album, Ha!-Ha!-Ha! – bardziej zwarty, skierowany w stronę punk, mocniejszy i mniej eklektyczny niż poprzednik. Album, który mógłby już uchodzić za punkowy, gdyby nie te skrzypce... Gdyby nie Hiroshima mon amour...

Hiroshima mon amour – francuski dramat obyczajowy z 1959r., w reżyserii Alaina Resnais, opowiadający historię miłości Francuzki i Japończyka. Film powszechnie uznawany za pierwszy z gatunku francuskiej nowej fali.

Hiroshima... nie była podobna do niczego, co zespół nagrał wcześniej. Oniryczna, głownie syntezatorowa linia melodyczna, uzupełniona syntetycznym bitem automatu perkusyjnego, pełen tęsknoty i żalu za minionym tekst, tak charakterystyczne dla późniejszego ruchu new romantic były szokiem. Ultravox! znów był na ustach wszystkich... i znów sprzedał mało płyt. Pomimo komercyjnej klęski wszyscy w zespole zdawali sobie sprawę, że to jest kierunek, w którym należy iść. Że punk powoli się kończy, nie spełniając oczekiwań, które w nim pokładano. Że muzyka przyszłości to muzyka elektroniczna, operująca nastrojem, a nie krzykiem. Rozumieli to wszyscy, tylko nie Stevie Shears, więc jeszcze na początku 1978r. zastąpił go Robin Simon.

Robin był gitarzystą zupełnie innym niż Shears, a jednocześnie dokładnie takim, jakiego potrzebował Ultravox! – grającym w sposób urywany, arytmiczny, a jednocześnie w jakiś sposób malarski. Dziś ten styl grania jest kojarzony głównie z gitarzystą U2, The Edgem, ale przecież on przyszedł później... I otwarcie przyznawał się do tego, ze jedną z jego ulubionych płyt było Systems of Romance...

Systems of Romance

The Edge okazał się jednym z wielu wpływowych muzyków, którzy w późniejszym czasie wyznali, że trzecia płyta Ultravox (już bez charakterystycznego wykrzyknika), nagrana z legendarnym Connym Plankiem w jego posiadłosci pod Kolonią Systems of Romance wywarła na nich niezatarty wpływ. Innymi byli m.in. Gary Numan, czy Philip Oakey z Human League. Mimo to płyta znów przepadła w zestawieniach, a wytwórnia zerwała kontrakt w grudniu 1978, zostawiając zespół z długami. Ostatnią szansą było samosfinansowane tournee po Stanach Zjednoczonych, ale okazało się ono być gwoździem do trumny zespołu – narastający konflikt pomiędzy Foxxem a resztą zespołu (w szczególności Billym Currie) spowodował, że po powrocie z Ameryki Foxx ogłosił odejście z zespołu, a sam zespół zawiesił działalność. Z Ameryki nie wrócił również Simon, woląc zostać w Nowym Jorku.

Visage

Po powrocie do Anglii członkowie Ultravox parali się różnymi zajęciami. Foxx rozpoczął solową karierę, wydając w styczniu 1980r. doskonale przyjęty album Metamatic, którego część stanowiły piosenki skomponowane przez niego jeszcze za czasów Ultravox, ale uznane za nie pasujące do wizerunku zespołu. Currie przyjął propozycję towarzyszenia Gary'emu Numanowi w trasie koncertowej jako klawiszowiec.
Tymczasem najmodniejszym londyńskim klubem stawał się powoli prowadzony przez Rusty'ego Egana i performera Steve'a Strange klub Blitz. Klub stał w opozycji zarówno do punka, jak i do disco, czerpiąc jednocześnie z nich to, co wydawało się inspirujące. Strange potrzebował nowej muzyki, muzyki, którą mógłby grać w swoim klubie dla swoich gości, muzyki, która byłaby podobna do tego, co robił Ultravox na Systems of Romance. Już wcześniej do tego zadania udało się zrekrutować grającego wcześniej m.in. w The Rich Kids i Thin Lizzy gitarzystę i wokalistę Midge'a Ure'a, natomiast następny na liście był Billy Currie. To spotkanie było brzemienne w skutkach – nie dość, że doprowadziło do powstania doskonałej płyty zatytułowanej Visage, ale również tchnęło nowego ducha w wydawałoby się upadły na zawsze Ultravox. Równolegle z pracami nad Visage zaczęły powstawać piosenki pisane z myślą o nowym albumie Ultravox...

Vienna

Londyn roku 1980 był miejscem diametralnie różnym od tego, który zastaliśmy w połowie lat 70tych. Kryzys się skończył, przynajmniej z perspektywy stolicy kraju. Niepokoje społeczne również nie niepokoiły Londynu, ograniczając się do północy kraju. Gniew i wściekłość przestała być uznawana za właściwe lekarstwo na problemy świata, a ludzie woleli skupić się bardziej na sobie niż na walce za jakiekolwiek ideały. Pojawiły się też pierwsze oznaki końca milenium i nadchodzącej apokalipsy – zimna wojna wchodziła w swoje największe natężenie i w każdej chwili spodziewano się widoku sowieckich samolotów na niebie. Każda chwila mogła być tą ostatnią, wiec nic dziwnego, że do mody wróciły znane z przełomu wieków nastroje dekadenckie, a także do głosu doszła fascynacja upadającą Republiką Weimarską i niemieckim ekspresjonizmem lat 20tych - a więc wszystko to, co tak pasowało do Ultravox, do apokaliptycznych, przepełnionych miejską paranoją wizji Foxxa, akcentujących poczucie alienacji, samotności, bezsensu. Solowy album Foxxa odniósł sukces, o jakim Ultravox nigdy nie śnił. Wydany niecałe pół roku później nowy album Ultravox, Vienna, sukces ten przebił po stokroć.
Początkowo nic nie wskazywało na taki obrót rzeczy. Poprzedzające album single Sleepwalk i Passing Strangers nie spisywały się wcale lepiej niż towarzyszący Systems of Romance Slow Motion. Dopiero potencjalne komercyjne samobójstwo, jakim było wypuszczenie na singlu tytułowej syntezatorowej ballady na małym krążku przyniosło efekty - Vienna wylądowała na drugim miejscu list sprzedaży, z miejsca stając się hymnem nowonarodzonego ruchu new romantic. Eteryczna, ekstremalnie nastrojowa elektroniczna ballada opowiadająca o nieszczęśliwej miłości, uzupełniona tajemniczym teledyskiem i fotografią nagrobka na okładce na lata zdefiniowała styl. Wszystko to, co Ultravox wypracował od 1974r. nareszcie zaowocowało, a Vienna (płyta) stała się biblią nowych romantyków.

New Romantic

Co ciekawe, sam zespół dystansował się jak mógł od tego określenia, preferując termin synthpop. Zresztą samo new romantic bardzo szybko okazało się być zjawiskiem jałowym i repetytywnym. Poza kilkoma bardzo udanymi płytami (pod większością z których i tak podpisali się Foxx, Currie i Ure w różnych kombinacjach) po całym ruchu nie pozostało wiele. Symbolicznym zamknięciem tego okresu było wydanie we wrześniu 1981r. przez Johna Foxxa The Garden - płyty w symboliczny sposób klamrującej cały ruch, zawierającej nagranie o znamiennym tytule Systems of Romance. Foxx w ten sposób symbolicznie zamknął rozliczenia z przeszłością i poszedł dalej. Podobnie uczynił i Ultravox - o ile wydania w 1981r. płyta Rage in Eden jeszcze się mieści w noworomantycznej estetyce, o tyle już rok późniejszy Quartet wyraźnie od niej odchodzi.

Herosi muzyki pop

Ultravox w latach 1980-86 święcił triumfy, jakich nigdy jeszcze nie doświadczył. Kolejne single regularnie lądowały w pierwszej dziesiątce, płyty sprzedawały się w milionach egzemplarzy. Popularność zespołu dotarła nawet do Stanów Zjednoczonych i Japonii. Członkowie zespołu stali się sławni - a najbardziej Midge Ure, uznawany powszechnie za lidera formacji. Nic bardziej mylnego - od czasu odejścia Foxxa, który zawsze miał ostatnie słowo, w zespole panowała demokracja i pilnowano, żeby żaden z członków nie zdobył przewagi nad innymi. Panowała też inna atmosfera, znacznie mniej nerwowa niż poprzednio. W 1983r. ukazała się pierwsza koncertowa płyta zespołu - Monument, a w 1984r. płyta Lament, ostatecznie zrywająca z noworomantycznym wizerunkiem zespołu. Wydawało się, muzycy Ultravox znaleźli formułę pozwalającą zmienić w złoto każdą piosenkę, tak jak np. Dancing with tears in my eyes, który powtórzył oszałamiający sukces Vienny. Idąc za ciosem, wytwórnia wydała w tym samym roku składankę The Collection, której towarzyszył kolejny wielki hit, Love's great adventure. Mimo tych sukcesów coś zaczęło w zespole pękać. Czy było to spowodowane tym, że Midge Ure osiągał coraz większe sukcesy także poza zespołem (charytatywny hit Do they know it's Christmas?, ogromny sukces solowej płyty Ure'a The Gift i wykrojonego z niej singla If I was, sprzedającego się lepiej niż jakikolwiek wcześniejszy singiel Ultravox)? A może powodowały to coraz większe artystyczne nieporozumienia? Currie wolał iść w stronę muzyki monumentalnej, rozbudowanej, podczas gdy Ure przeciwnie, najlepiej czuł się w krótkich, trzyminutowych formach. Cann z kolei nie mógł przeboleć odejścia od elektronicznego brzmienia zespołu i nalegał na powrót do źródeł, co nie interesowało pozostałych. Cross z kolej zdawał się utracić zainteresowanie graniem w ogóle, woląc zgłębiać tajniki własnego ja. Do tego nałożyły się kłopoty z managementem, otwarcie wygrywającym konflikty między członkami zespołu. W takiej atmosferze zespół zabrał się do nagrywania płyty U-Vox. Efekt, delikatnie mówiąc, nie okazał się zachwycający – płyta była pozbawiona charakteru, wypełniały ją popowe piosenki świadczące bardziej o poszukiwaniach protagonistów zespołu, Currie'go i Ure'a (Cann wyleciał z zespołu na początku sesji za niesubordynację) niż o jakimkolwiek wspólnym mianowniku. Płyta co prawda sprzedawała się nieźle, ale fani jej nie lubili, określając ją złośliwie jako "różowe coś". W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak zejść ze sceny - najpierw odszedł Ure, zaraz za nim Cross. W tej sytuacji jedynym członkiem zespołu pozostał Billy Currie.

Powroty

Currie po raz kolejny został bez kontraktu i, wydawałoby się, przyszłości. Mimo to postanowił przywrócić Ultravox do życia. W tym celu zrekrutował kilku nowych muzyków, ale przede wszystkim Robina Simona i w 1989r. rozpoczął nagrywanie nowych piosenek, na razie pod szyldem Humania. Niestety, projekt nie wzbudził zainteresowania żadnej wytwórni, a nagrana już płyta Sinews of the soul pozostała nie wydana aż do roku 2006. Po tej pierwszej porażce Currie próbował reanimować Ultravox jeszcze dwukrotnie: po raz pierwszy w 1992r., kiedy nagrał najzupełniej niesłuchalną płytę Revelation i po raz drugi w 1996r., kiedy to nagrał z zupełnie innymi muzykami płytę Ingenuity, która pomimo tego, że była znacznie lepsza od Revelation, a nawet od U-Vox, to nie odniosła sukcesu. Od tamtego czasu zespół nie dawał znaku życia, a jego byli członkowie kontynuowali swoje solowe kariery (przede wszystkim Foxx, Ure i Currie). Dopiero w 2008r. ogłoszono, że Ure, Currie, Cross i Cann odbędą krótkie wspólne tournee po Wielkiej Brytanii jako Ultravox, co zelektryzowało fanów zespołu. Szybko jednak zdementowano pogłoski o powrocie zespołu - była to jednorazowa akcja, promująca reedycje albumów zespołu (od Vienny do U-Vox) i wydanie nowego Best of zespołu.

Znaczenia Ultravox dla muzyki nie da się przecenić. Wczesne płyty zespołu ukształtowały całe pokolenie muzyków, inspirując rodzący się new romantic, ale też szerzej pojęty synthpop. Bez Ultravox nie byłoby Gary'ego Numana, nie byłoby 4AD, być może nie byłoby też Depeche Mode w takiej formie, w jakiej znamy je dzisiaj. Wielu artystów otwarcie przyznaje się do inspiracji dokonaniami zarówno Ultravox, jak i Johna Foxxa, mimo że ten ostatni nigdy nie miał okazji skorzystać z sukcesu, który przyszedł dopiero po jego odejściu. Nie było to sprawiedliwe, bo z dzisiejszej perwspektywy widać, że pierwsze trzy płyty zespołu (a szczególnie Systems of Romance) wywarły znacznie większy wpływ na muzykę, niż wszystkie pozostałe razem wzięte (może poza Vienną). Widać też, że płyty z czasów Foxxa mają znacznie większą głebię, są trudniejsze, podczas gdy Ultravox z czasów Ure'a zaczął niebezpiecznie ocierać się o banał, by w końcu przekroczyć cienką różową linię na ostatniej płycie. Mimo to Ultravox jako całość, z Foxxem, Curriem i Urem jest wart poznania, choćby z samego szacunku dla zespołu, który z uporem godnym lepszej sprawy dążył do ciągłych zmian i zawsze był o krok przed innymi. Poza tym płyt takich jak Ha!-Ha!-Ha!, Systems of Romance, Vienna, Rage in Eden czy Lament po prostu wstyd nie znać.

Komentarzy: 0 25.08.09 - 22:18

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture