Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9403
Rozpoczętych wątków : 6046
Odpowiedzi : 23924
Wspieramy

khocico :: M'Era Luna 2006 czesc.1

Kolejny z festiwalowych gigantów dobiegł końca, a trzeba przyznać, że szata tego sierpniowego festiwalu M'Era Luny - była w tym roku niezwykle strojna i mieniła się gwiazdami jak rzadko. Edycja 2006 była wyjątkowa również z tego względu, że aż trzy zespoły obchodziły na nim swoje rocznice - Girls Under Glass dwudziestą, Die Krupps dwudziestą piątą, a Bauhaus trzydziestą! Było zatem co świętować i co tu ukrywać korzystaliśmy z tego w pełni. Zwłaszcza, że tym razem - w porównaniu z ubiegłym rokiem - pogoda nas oszczędziła i nie musieliśmy brodzić w zwałach błota, deszczu i w atmosferze melancholii wywołanej zachmurzonym niebem nad nami i brakiem prawa moralnego w nas :)


PIĄTEK

Udało nam się dotrzeć na miejsce w piątek około godziny 21 (a trzeba przyznać, ze tym razem bracia Germanie nie ułatwiali nam życia, objazdy dawały nam w kość poważnie) i po rozlokowaniu się ruszyliśmy na imprezę tradycyjnie odbywającą się w piątek przed Festiwalem.
Jedno trzeba przyznać - dostać się tam to był pot, krew i łzy, gdyż chyba połowa z przybyłych cisnęła się aby wejść na imprezę, sceny dantejskie odbywały się przed wejściem, ale udało nam się szczęśliwie zdążyć na seta Fixmera, który po prostu w większości grał to, co wcześniej stworzyli razem z McCarthy'm, czyli numery z "Between the Devil". Andy LaPlegua , który nastąpił w jakiś czas po nim grał dość spokojnie jak na niego, a w międzyczasie za sterami pojawiali się DJe z Sonic Seducer. Była to dość przyjemna impreza, z której zmyliśmy się mając ostatecznie dosyć pląsów ok. godziny 3.30 nad ranem.

SOBOTA

Powstanie z namiotów nie było łatwym zadaniem: niektórzy przymarzli do karimat, innych alkohol w głowach wciąż obecny ściągał ku pozycji horyzontalnej, a jednak jakoś udało nam się dostać na koncertu już o 11.30 w sam raz aby obejrzeć fragmenty koncertów Northern Lite i Ragicide.

Jednakże pierwszym pełnym koncertem był ten Midnattsol ( http://www.midnattsol.com) w którym wokalistką jest nie kto inny jak siostra Live Kristine - Carmen Espanes. Wyglądała ona zresztą nader zjawiskowo w białej sukni i z rozpuszczonymi blond włosami. Wulkanem energii jednak przyciągającym spojrzenia była basistka zespołu - niesamowita Brigit Oellbrunner. Fakt, iż nie słucham nordyckiego "folk metalu" nie przeszkodził mi w cieszeniu się wizualną stroną koncertu :)

Norwegowie z Gothminister (http://www.gothminister.com/) to był wspaniały koncert zarówno wizualnie jak i muzycznie: muzycy wystąpili w swoich kostiumach z pełnym makijażem i zapewnili fajerwerki na scenie (zarówno dosłownie jak i w przenośni), dymiące czaszki i inne gadżety. Grali oczywiście "Gothic anthem" ku mojej wielkiej radości a także m.in "Happiness in Darkness", "Monsters" oraz "Angel". Wokalista od czasu do czasu wskakiwał na podwyższenie o wyglądzie ambony i stamtąd śpiewał, co robiło wrażenie wyjątkowo mocnego, umuzycznionego kazania. Fani przyjęli ich z entuzjazmem.

Girls Under Glass (http://www.girlsunderglass.de/), to zespół, który jak już mówiłam świętować 20-lecie swojej działalności i w związku z tym zaprezentował specjalny koncert podczas którego wspólnie z wokalistą śpiewali muzycy z innych formacji, m.in Project Pitchfork oraz Catastrophy Ballet. Robiło to wrażenie jakiegoś rodzinnego spotkania, Zwłaszcza kiedy pod koniec koncertu muzycy pokazali się wszyscy razem na scenie. Zespół zaprezentował m.in kawałki " Touch Me ", "When I think about you", "Frozen", "Feuerengel ", "Lucky", " Burning Eyes ", "Die Zeit" czy "Ohne Dich".

Mesh ( http://www.mesh.co.uk/) dla wielbicieli - do których ja nie zaliczam się niestety - zapewne duża gratka. Image bardzo w stylu grunge, rzesze fanów pod sceną i muzyka: "Petrified", "Trust you", "My Hands are tied", "Leave you Nothing" "open up the Ground" i zdaje się "Fragile". Kto lubi, temu zapewne serce rosło, reszta (w tym i ja) uciekła do Hangaru :)


Dope Stars Inc. (http://www.dopestarsinc.com/) zaprezentowali się bardzo podobnie jak na Amphi Festival w Kolonii - image rockowy przełamany fetyszowymi gadżetami oraz tymi w stylu think pink, dużo ruchu, dużo charyzmy i energii na scenie, skandowanie piosnek i zachęcanie publiczności do udziału w koncercie - to mogłoby się staż wizytówką zespołu. Faktem jest, że Victor Love - wokalista - robi co może aby rozruszać publiczność (tym razem chwycił za flagę i machając nią rozruszał przede wszystkim stojak od mikrofonu, który omal nie przeniósł się dzięki temu na złom :) . Panowie grali "Theta Titanium", "Plungie", "Vyperpunk", "Make a Star", "Rebel Riot", "Generation Plastic" czy "Defcon 5" żeby wymienić tylko niektóre.

Po włoskim zespole na scenie zmaterializowała się znana nam skądinąd Liv Kristine (http://www.livkristine.de/) i zaczarowała publiczność swoim słodkim głosem. Co warto dodać - kontakt z publicznością na piątkę. Podczas tego koncertu pojawiła się na scenie ponownie Carmen Espanes z Midnattsol - siostra Liv jak juz wspomniałam - i śpiewała wraz z nią - dało to bardzo interesujący efekt.

Następnie ruszyliśmy z Hangaru pod scenę główną obejrzeć Funker Vogt (http://www.funker-vogt.com/home.asp) - powiedzmy tym razem zespół nie wystąpił z całą pewnością w strojach weekendowo-sportowych, tylko w pełnym rynsztunku i z makijażem, wiec trudno się dziwić polskiej części publiczności, która uśmiechała się z przekąsem... jak widać można. I wysilić się bardziej również można, co było widać na koncercie FV na M'Era Lunie. Muzycznie - żeby wymienić tylko kilka panowie grali "Bloodsuckers", "Crossfire", "To the Hilt", "Fatherland"

Zrezygnowałam z części jakże ubogacającego i dającego do myślenia koncertu Funkera i pobiegłam co się w nogach pod scenę w Hangarze, jako ze miał się pojawić zespół Unheilig (http://www.unheilig.com/). Wejście smoka na numer "Luftschiff" i charakterystyczny taniec der Grafa mierzącego publiczność oczami przysłoniętymi białymi soczewkami skłoniło publiczność do wybuchu entuzjazmu. Był to chyba jeden z nielicznych zespołów na małej scenie przyjęty z takim entuzjazmem, co potwierdza jego niegasnącą (rosnącą) popularność w Niemczech. Następne utwory "Freiheit", "Auf Zum Mond", "Maschine", "Astronaut", "Sage Ja" i "My stern", podczas którego na całej sali zapalono zimne ognie - wspaniała mieszanka. Der Graf zresztą, oprócz tego, że jest doskonałym wokalistą, ma tez talent showmana - doskonale umie rozruszać swoją publiczność, sprawić, że fani czują się dowartościowani oraz podkręcić atmosferę do maksimum. Tak, zdecydowanie czas koncertu to był wyjątkowo "unheilige zeit". W pewnym momencie na scenie pojawił się wokalista z Project Pitchfork, jak mniemam jako zapowiedz Orkus Festival Club Tour 2006, podczas której to trasy oba zespoły dadzą jesienią cykl koncertów.

Blutengel ( http://www.blutengel.de/mainportal.htm) - zespół o ustalonej w Polsce reputacji (hehe) - postawił zarówno na aspekt wizualny jak i muzyczny. Na scenie dominowały żywe, czyste kolory - biel, czerń i czerwień, nie zabrakło zamaskowanych postaci odzianych w czarne opończe trzymających pochodnie oraz anielskich istot kobiecych. Wszystko razem niezmiernie widowiskowe; bardzo odpowiednia oprawa teatralna dla muzyki Blutengel, czyli m.in "Go to Hell", "Bloody Pleasures", "Love Killer" czy "Solitary Angel".

Frontline Assembly ( http://www.mindphaser.com/), zespół, na który spora część ludzi czekała z utęsknieniem, ba, część na ten zespół pojechała do Hildesheim! Nie wiem jak zagorzali fani odebrali ten koncert, dla mnie był on może odrobinę zbyt monotonny, nie zmiótł mnie z nóg, ale był może nie umiem docenić geniuszu FLA, prawdopodobnie eksperci od twórczości zespołu wypowiedzieliby się bardziej konkretnie. Muzycznie oczywiście FLA w pełnej krasie, o ile moje niewprawne ucho zasłyszało zespół grał zdaje się "Buried Alive", "Dead planet","Vigilante", "Bio-Mechanic", " Maniacal "," Millenium", "Midphaser", "Unleashed" , "Plasticity", ale podczas tego koncertu łaziłam tam i sam, wiec mogłam cos pomylić bądź przeoczyć za co z góry błagam o wybaczenie. Nie wiem czego się spodziewałam po tym koncercie, ale kolana miałam czyste i policzki suche, a głowę chłodną, więc cóż mogę rzec - FLA zagrali hiciory, część ludzi dała się ponieść emocjom, część nie, ale koncert był dopracowany.


A później, panie i panowie do akcji wkroczyli panowie z Nitzer Ebb ( http://www.nitzer-ebb.de/) i co tu dużo mówić, dobrze, że grali na open air, bo dach by zerwało :) Po ich koncercie na WGT miałam jakiś niedosyt, ale ta machina rozkręciła sie już na dobre i pędzi z zawrotną prędkością, co wprawia me serce w niezmierną radość:) McCarthy w najwyższej formie! Maszerując, biegając i pokrzykując na scenie w końcu ściągnął koszulkę (nie wiem czy fani/fanki mdleli, chyba nie, bo nie było na to czasu, nie mówiąc, że szkoda by było opuszczać miejsce akcji :) i tak oto pół odziany kontynuował koncert. Było co oglądać, ach było, starliśmy na pył ziemię przed sceną do rytmu "Join in the chant", "Control I'm here", "Getting closer", "Shame", "Family Man", "Ascend", "Godhead", "For fun" czy "Hearts and Minds". Proszę państwa, ta energia jest nieporównywalna chyba z żadnym znanym mi zespołem, był to wspaniały koncert, który nie pozostawił wątpliwości: Nitzer Ebb powrócił! I z czystym sumieniem mogę powiedzieć: nareszcie!

Po tym jakże popisowym występie, należnych bisach i brawach na scenie pojawili się giganci tegorocznej M'era Luny, zespół Bauhaus (http://www.bauhausmusik.com/)
Wiele osób czekało również i na ten koncert, ostatecznie nieczęsto ma się okazję słuchać na żywo zespołu, który od 30 lat utrzymuje się na jakże burzliwym oceanie dark independent. Atmosfera podczas tego koncertu była na pewno wyjątkowa, nie było szaleństwa, skakania, raczej skupienie i poddanie się muzyce. Światła były przytłumione, raczej niezwykłe, sfera 'teatralna' oszczędna, było to jakby hipnotyczne widowisko mające na celu przygwoździć publiczność do miejsc i zmusić do uwagi. Peter Murphy ma w sobie nawet nie tyle charyzmę co magnetyczną siłę, która potrafi zmusić słuchających do pozostania w miejscu i Zespół grał m.in " She's in Parties", " Bela Lugosi is dead", "Dark Entries" i "Rose Garden Funeral of Sores". Jednakże, ponieważ ekspertem od Bauhaus również nie jestem, co więcej raczej nie będę, więc i na tym skończę relację.

Komentarzy: 0 23.08.06 - 19:58

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture