Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9401
Rozpoczętych wątków : 6045
Odpowiedzi : 23923
Wspieramy

Khiara :: Wave Gotik Treffen 2007

Tegoroczne Wave Gotik Treffen powitało swoich zwolenników, nierzadko stałych bywalców festiwalu, niezwykle gorąco biorąc pod uwagę fakt, że temperatura powietrza przez większość festiwalowych dni dobijała prawie do 30 stopni Celsjusza. W takich warunkach misternie dopracowane gotyckie makijaże wymagały od ich właścicieli szczególnej troski, a fakt, że Ci nie dali za wygraną i dzielnie, przyodziani w fascynujące, wymyślne i niezwykle oryginalne i ekstrawaganckie stroje, biegali od koncertu do koncertu, wzbudzać mógł tylko podziw dla ich determinacji. Jak zwykle bowiem niemieckie miasto Leipzig na czas festiwalu, stało się czymś w rodzaju balu przebierańców, tudzież wybiegu, na którym prezentowane są najbardziej szalone trendy mody, które z powodzeniem mogłyby zainspirować niejednego światowego projektanta mody. Z resztą, do stania się takim wybiegiem niewątpliwie mógłby pretendować deptak prowadzący do pola namiotowego i kompleksu „Agra”, w którym odbywała się część koncertów. Wnikliwy obserwator mógł z łatwością zauważyć, że festiwalowi „przebierańcy” spacerują tam i z powrotem, po to tylko by zostać zauważonym przez jak największą część fotoreporterskiego grona.

Przeciwieństwem całego tego przedstawienia, pełnego swoistego charakterystycznego blichtru i przepychu, była pogańska wioska zbudowana na czas festiwalu nieopodal pola namiotowego przy Agrze. Afirmacja prostoty, radości życia i natury z jej prawami i siłami – wszystko to odczuwalne nie tylko dzięki samemu miejscu, ale i ludziom, całym rodzinom oddanym pogańskiemu stylowi życia z jego kulturą i rzemiosłem. To właśnie oni stworzyli tą niesamowitą, niezwykle ciepłą i sielankowa wręcz atmosferę, która z dnia na dzień przyciągała na teren wioski coraz większe tłumy zwolenników. Nic dziwnego, na niewielkim terenie wiele się działo i wiele można było zobaczyć: od koncertów zespołów folkowych, przy których niejednemu nogi rwały się do tańca po pokazy walk rycerskich. Dobra zabawa okraszona różnorakim aczkolwiek prostym jak na zamierzchłe czasy przystało, jadłem, oraz zakrapiana odpowiednim napitkiem jakie serwowali właściciele straganów rozstawionych wokół, gwarantowana! Do tego możliwość sprawdzenia się w rzucie toporkiem do celu, strzelaniu z łuku, czy z drugiej strony relaks w namiocie z fajkami wodnymi, to tylko niektóre formy spędzania czasu w wiosce. Miłośnicy pogańskiego stylu mogli tu zaopatrzyć się także w odpowiednie stroje, biżuterie czy niezbędne akcesoria wśród których wciąż popularne są zwierzęce rogi z powodzeniem zastępujące kielichy czy kufle. Samo siedzenie na trawie i obserwowanie zajęć mieszkańców wioski przy wtórze dźwięków płynących ze sceny sprawiało tyle przyjemności, że wracało się tutaj kilkukrotnie podczas festiwalu.
Sam festiwal to jednak głównie jego strona muzyczna. Ta mogła się wydawać może trochę mniej bogata niż chociażby w ubiegłych dwóch latach, jednakże nie mniej różnorodna pod względem gatunkowym. Każdy fan rocka gotyckiego, electro, folku czy metalu z ich wszystkimi odmianami mógł tu znaleźć cos dla siebie. I z pewnością niejeden miał ten sam problem: które koncerty wybrać by zobaczyć jak najwięcej interesujących go artystów. Festiwal Wave Gotik Treffen ma niestety to do siebie, że w ciągu czterech dni rozplanowanych jest tu około 150 występów, nie wspominając o imprezach towarzyszących. Wszystko odbywa się w około 20 miejscach na terenie miasta, co jednak przy takiej ilości koncertów nie rozwiązuje problemu ich czasowego nakładania się.

Początek festiwalu, przypadający w tym roku na 25 maja to oprócz nieco mniejszej niż w kolejnych dniach liczby koncertów, uroczyste jego otwarcie, które zorganizowane zostało wokół Pomnika Narodów, którego wizerunek stał się jednym z symboli WGT. Uczestnicy, choć zaskoczeni obfitym deszczem, nie mieli czego żałować. Gra świateł w połączeniu z muzyką skomponowaną przez zespół In the Nursery naprzemiennie z klasyką Wagnera, Mahlera, Liszta i Griega robiła wrażenie. Ci, którzy nie byli tego świadkiem mogli zobaczyć komputerową wersję wydarzenia zapisaną na płycie kompaktowej rozdawanej wraz z pamiątkową książką na temat festiwalu do biletu wstępu. Warto również wspomnieć, że nieoficjalnym początkiem festiwalu dla wielu osób był koncert zespołu diorama, który odbył się 24 maja w klubie Morizbastei. Niezwykle żywiołowy i bardzo długi koncert spotkał się z zasłużenie entuzjastycznym przyjęciem tłumnie w niedużej sali zgromadzonej publiki. Nic dziwnego, rzadko zdarza się wokalista, który przeżywa swój występ równie mocno jak Torben. Teatralne gesty, ekspresyjne ruchy, grymasy twarzy, z całą mocą wykrzykiwane słowa stanowiły wyjątkowo przekonujące, a jednocześnie przepełnione szczerością show, obok którego nie można było przejść obojętnie.
Pierwszego dnia festiwalu sporą popularnością cieszyły się koncerty w pofabrycznej hali Werk II, dosłownie pękającej w szwach i ociekającej gorącą atmosferą dusznego popołudnia. Podczas występów Pzychobitch oraz In Stricte Confidence serwujących mocną dawkę electro industrialnych dźwięków po brzegi wypełniona hala i temperatura panująca w środku zmuszała niektórych do pozostania na zewnątrz. budynku i zadowolenia się samym dźwiękiem płynącym ze sceny. Na brak publiczności nie mogła też tego wieczoru narzekać Milu. Niestety niewielu dane było w rezultacie zobaczyć ją w Morizbastei, jako, że sala , w której występowała, była zdecydowanie zbyt mała by pomieścić tylu zainteresowanych. Najwidoczniej organizatorzy nie przewidzieli takiego przebiegu wydarzeń… Wielka szkoda.

Takiego problemu nie mogło być w przypadku koncertu The Retrosic, który odbył się grubo po północy w hali Agry. Zakończenie pierwszego dnia WGT 2007 nie mogło być lepsze. Silna dawka energetycznego show, szaleńcze miotanie się po scenie wokalisty i jego…alter ego(?)…oraz robiące niemałe wrażenie pojawienie się na scenie monstrualnych kreatur rodem z przerażających filmowych wizji przyszłości czy wreszcie kontrowersyjny pokaz podwieszania ludzkiego ciała i towarzyszące temu wszystkiemu (anty) wojenne w swojej wymowie projekcje video zrobiły swoje. Do tej przemyślanej całości trochę mniej pasowały dwie tancerki.

Następnego dnia , zaraz po bardzo średnim, przeciętnym (żeby nie rzec: nijakim) występie grupy Secret Discovery, doskonale dopracowanym teatralnym show popisała się na parkowej scenie Amerykanka Emilie Autumn i jej trzy tancerki – wszystkie ubrane w sposób, który nie pozwalał ani na chwile oderwać wzroku ze sceny, w stroje, które wydawały się być dopracowane do najmniejszego szczegółu. Utalentowana i wykształcona muzycznie skrzypaczka, różowo włosa charyzmatyczna Emilie dała podczas tego koncertu nie tylko popis uwodzicielskiego i zaczepnego zarazem wzdychania do mikrofonu, ale przede wszystkim przekazała esencję tego czym jest reprezentowany przez nią styl określany jako „victoriandustrial”. Nic dziwnego, że koncert został bardzo ciepło przyjęty. Dużym powodzeniem cieszyły się tego dnia także koncerty akustyczne, m.in. Untoten, ASP oraz Midge’a Ure, a na zakończenie hala Agry rozbrzmiała mocnymi EBM-owymi beatami klasyków gatunku Front 242 oraz subtelniejszymi, lecz wciąż okraszonymi elektroniką, dźwiękami muzyki Vive La Fete. I mimo bardzo późnej pory (koncerty skończyły się około godziny 3 nad ranem) oba zespoły nie mogły narzekać na brak zainteresowania, co więcej, muzycy tego drugiego z uroczą wokalistką na czele, długo raczyli swoich fanów autografami i z chęcią pozowali do zdjęć.

Postawa Vive la Fete jest tym bardziej godna pochwały, że zespół ten po odwołanym dzień wcześniej spotkaniu z fanami, nie zawiódł ich pod tym względem i poświęcił im swój czas właśnie po swoim występie. Zupełnie odwrotne wrażenie zrobili natomiast muzycy zespołu The 69 Eyes, którzy opuścili stojących jeszcze w kolejce po autografy fanów dokładnie kiedy wybiła godzina 18:45. Na ta godzinę zaplanowano zakończenie spotkań z fanami i tym bardziej przykrym jest fakt, że „gwiazdy” z The 69 Eyes zlekceważyły swoich, nie poświęcając im tych kilku, kilkunastu minut dłużej skoro po nich żaden inny zespół już autografów nie rozdawał. Cóż, być może to warunki wynajęcia kina, być może inne względy na to nie pozwoliły, smak rozczarowania jednak pozostał…Co ciekawe, w stosunku do fotoreporterów muzycy zachowywali się zgoła zupełnie inaczej, wdzięcząc się przed obiektywami ich aparatów podczas swojego koncertu, jakby tylko na tym im najbardziej zależało. Gwiazdorstwo w każdym calu. Gdyby jeszcze to gwiazdorstwo było czymś poparte, usprawiedliwione…owszem, koncert był udany, bardzo żywiołowy i rock’n’rollowy, ale muzycy The 69 Eyes powinni zdać sobie sprawę, że do osiągnięcia statusu gwiazdy jeszcze im daleko, zwłaszcza, że grupa wciąż nie może zagrzać na dłużej miejsca w konkretnej stylistyce. Jak chorągiewka na wietrze miota się to tu to tam, będąc to zespołem gotycko metalowym to znowu wracając do rockowej stylistyki lat 80-tych. Kolejnym rozczarowaniem zaraz po występie Finów okazał się The Cruxshadows, którego koncert na dłuższą metę był po prostu nudnawy. To doskonały przykład tego jak można się rozczarować obiecując sobie wiele po kontakcie z płytami zespołu. Nudne show, nudna choreografia tancerek-chórzystek i skrzypaczki i miotający się po scenie wokalista, którego wspinanie się po rusztowaniach sceny i brawurowe wmieszanie się w tłum publiczności nie zatarły bardzo średniego wrażenia. Podobne niestety wrażenie pozostawił zespół Elane grający w Morizbestai dla niewielkiej publiczności, składającej się chyba w większości z przyjaciół muzyków. Przeciętna muzyka, stanowiąca połączenie czegoś przypominającego średniowieczny folk i gotyckiego melancholijnego również niczym nie wyróżniającego się zawodzenia kobiecego wokalu, słowem, nic specjalnego.

Na brak publiczności nie mógł tego wieczoru narzekać zespół Qntal, założony przez muzyka Deine Lakaien, w przeciwieństwie do tegoż obracający się w odmiennych muzycznych obszarach skupiających się głównie wokół klimatów średniowiecza, nie tylko pod względem muzyki ale i tekstów (także pod względem językowym). Koncert Qntal to prawdziwe misterium, dlatego też wybór Sali teatralnej do tego typu występu to strzał w dziesiątkę. Publiczność siedząca w półmroku zasłuchana i wyciszona kontemplowała to wydarzenie w szczególnym skupieniu. Wyjątkowy to był obrazek, niestety nie wszyscy chętni mogli go zobaczyć, jako że ograniczona ilość miejsc wykluczyła z możliwości uczestniczenia w koncercie część zgromadzonego w holu teatru tłumu.

Ostatniego dnia Wave Gotik Treffen wszelkie niepozytywne wrażenia jakie mogły się przytrafić podczas niektórych koncertów wynagrodzić mogły bardzo dobrze zagrane i przyjęte koncerty przywołującego na myśl Sisters of Mercy zespołu Elusive i Cassandra Complex. Pierwszy z zespołów zagrał w Morizbastei gromadząc pokaźną liczbę publiczności, z której pewną część stanowili panowie w skórzanych kapeluszach, co mogło sugerować prawdziwe oddanie muzyce zespołu, którego muzycy także lubują się w takich nakryciach głowy. Weterani z Cassandra Complex zaprezentowali przekrój swojej twórczości racząc wytrwałą mimo późnej pory publiczność utworami to bardziej tanecznego okresu ich twórczości to znów tego surowszego, skierowanemu ku klimatom post punkowym. Było więc różnorodnie, aczkolwiek zaskakująco spójnie. Na uwagę zasługiwała także scenografia: ogromny rozświetlony wszelkimi barwami wyświetlacz, na którym m.in. przewijała się nazwa zespołu – prosto, ale efektownie. To dla niektórych był ostatni koncert tego wieczoru i ostatni podczas festiwalu. Oczywiście w innych miejscach trwały jeszcze do rana after parties, do około godziny 1 –szej na Agrze grał jeszcze zespół Subway to Sally, jednak nieuchronnie Wave Gotik Treffen zbliżało się niestety do końca.

Tegoroczną edycję festiwalu mimo nieuniknionych niedociągnięć organizacyjnych (głównie przy obsłudze dziennikarzy przy wejściu na teren Agry przed rozpoczęciem imprezy) a także kilku rozczarowań muzycznych, można uznać za bardzo udaną. Jedyną jej poważną wadą było to co zwykle: fizyczna niemożność zobaczenia wszystkiego co chciałoby się zobaczyć, ale na tym właśnie polega cały urok Wave Gotik Treffen. Trzeba mieć też na uwadze fakt, że na takim festiwalu nie występują same gwiazdy (gdyby tak było bilet na koncerty takiej ilości zespołów do wyboru nie kosztowałby tak stosunkowo niewiele) i zawsze można trafić na lepsze lub gorsze występy. Jedno jest pewne, Ci którzy raz przyjadą na WGT, zazwyczaj wracają tam przez kolejne lata. Bo naprawdę warto.

Agnieszka Wywiał

Komentarzy: 0 10.09.07 - 03:05

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture