Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9417
Rozpoczętych wątków : 6060
Odpowiedzi : 23938
Wspieramy

Gothycka Mucha :: Diorama - Warszawa, 19.04.2008

Oglądając listę koncertów na których byłem/chciałem być/mógłbym być mogę wreszcie po latach starań i marzeń stwierdzić, że chyba nareszcie mamy w tym naszym buraczano-ziemniaczanym kraju jakąś koncertową normalność - bo od początku roku zagrali u nas i Diary of Dreams i The Cure i Clan of Xymox i Fields of the Nephilim i Gothminster, a przed nami jeszcze sporo fajerwerków takich jak Combichrist, Deine Lakaien (Castle Party) czy London After Midnight (Gothic.pl festival). No i oczywiście główny bohater niniejszej relacji, czyli Diorama.

Na początku przyznam się szczerze i bez bicia - Dioramę znałem dość słabo, jej występ na zeszłorocznym CP jakoś mi umknął i tak naprawdę nie do konca wiedziałem, czego się mogę spodziewać. Z jednej strony słyszałem dość umiarkowane recenzje ich studyjnych płyt (a sam osobiście setnie się wynudziłem przy ich ostatniej płycie A Different Life), z drugiej zaś entuzjastyczne w swej wymowie relacje z koncertów na M'era Lunie czy w Bolkowie właśnie. Stąd też wynikało pewne zaciekawienie - jak i pewien brak naprawdę wysokich oczekiwań.

Samą imprezę otworzyło Agonised by Love, dość powszechnie okrzyknięte nadzieją polskiej sceny dark/independent. Znam ich dokonania od dłuższego czasu (pierwszy raz widziałem ich na Dark Entries Festival w Gdyni w 2004r.) i nigdy nie potrafiłem sobie wyrobić o ich muzyce jakiegoś konkretnego zdania. Będąc szczerym - uważam, że przez te kilka lat nie potrafili wyrobić sobie własnego rozpoznawalnego stylu - w 2004 brzmieli jak Clan of Xymox, w 2006 jak Project Pitchfork, a w 2008 jak Diary of Dreams czy Diorama. Mnie ich występ po prostu znudził - i nie tylko mnie, bo bawiło się niewiele osób, a większość albo snuła się po sali, albo była skupiona wokół baru i stolików w sąsiednim pomieszczeniu. Na szczęście występ ABL dość szybko dobiegł końca i panowie ustąpili miejsca Niemcom z Faderhead. Jeśli mam porównać oba koncerty, to zmuszony jestem określić je jako przeciwieństwa. Faderhead zaproponował nam dynamiczny, wypełniony seksualną energią koncert zbudowany wokół potężnego rytmu i przede wszystkim scenicznej charyzmy wokalisty i spiritus movens projektu - Samiego. Sami biegał po scenie, rozmawiał z publicznością (jaki kontrast z ABL, którzy nie odzywali się prawie wcale), machał, skakał, żartował (w pewnym momencie siadł laptop, co Sami skwitował rozbrajająco szczerym wyznaniem, że "wiecie, 60% naszej muzyki idzie z tego laptopa i niestety tej piosenki pewnie nie damy rady zagrać... Ale jeśli się uda, to zagramy coś innego" - publiczność tę szczerość doceniła!), pił wódkę z gwinta, wreszcie po koncercie chętnie się fotografował z ludźmi i podrywał dziewczyny - po prostu swój chłop. I tego było potrzeba uśpionej publiczności - sala błyskawicznie się zagęściła, ludzie tańczyli i bawili się bardzo dobrze - to była bardzo pozytywna rozgrzewka przed daniem głównym - czyli samą Dioramą.

Diorama rozpoczęła swój koncert bez marudzenia kilka minut po 23 i nie mogę opisać tego, co się później stało inaczej niż szok i ekstaza. Nie wiem, co Torben ma w sobie, nie wiem, co Sash (gitarzysta zespołu) bierze, że ma tyle energii, skąd się wzięła ta niezwykła koncertowa siła. Nie wiem. Na tych kilkadziesiąt minut nie było żadnej bariery między muzykami a publicznością, nie było żadnych zahamowań ze strony ani jednych ani drugich. Sash szalał. Skakał po scenie, lądował na plecach, klękał, robił wślizgi, wymachiwał do publiczności, pił piwo, służył Torbenowi za stołeczek and so on. Torben nie był gorszy - wspinał się na głośniki, zeskakiwał raz po raz do publiczności, kradł ludziom aparaty fotograficzne i robił im nimi zdjęcia, śpiewał do wyciągnietego dyktafonu, balansował na barierce oddzielającej go od publiczności, przybijał piątki, a wszystko to bez szkody dla spektaklu. Publiczność była w ekstazie - licznie zgromadzone grono najwierniejszych fanów w koszulkach z napisem Lemmings nadawało ton i pociągało za sobą innych. Ludzie śpiewali, tańczyli, garnęli się do zespołu, czasem wręcz płakali (widok dwumetrowego brodacza któremu wilgotnieją oczy, bo wokalista zeskoczył ze sceny właśnie do niego bezcenny!) - to wywarło na mnie piorunujące wrażenie. Jak już mówiłem - nie jestem wielkim fanem Dioramy, nie znam za dobrze ich twórczości, ale w tamtej chwili czułem, jakbym zaprzedał duszę diabłu, chciałem być jednym z Lemmingów - to wszystko są oznaki wydarzenia znanego szerzej jako GREAT CONCERT LAST NIGHT - czegoś, co pamięta się latami.

Diorama to zwierzę koncertowe. Panowie zdają sobie sprawę ze swojej scenicznej siły, potrafią umiejętnie sterować spektaklem, by na koniec samemu się w nim zatracić bez reszty. A nam widzom, zostają w głowach jedynie migawki, takie jak bardzo miły gest z zamianą poczciwych organów Roland na Poland (niby nic, a cieszy), takie jak dziecięce figle Torbena i Sasha na scenie (panowie uwielbiają pozować do zdjęć, to nic, że komuś nie odpaliła lampa, zawsze można powtórzyć jakąś śmieszną minę czy gest, a jednocześnie nie dawać wrażenia sztuczności), wreszcie zabawna scena przed bisem, kiedy to pan gitarzysta wyszedł na scenę z małym aparacikiem i kręcił filmik ze skandującą publicznością - a gdy doping słabł to wyraźnie machał, domagając się dalszego dopingu dla kolegów. Wreszcie ostatnia migawka - wyraźnie padnięty Torben, który wychodzi podczas afterka do publiczności, pozuje do zdjęć, podpisuje płyty i inne tego typu sprawy - takie rzeczy budują bardzo silną więź między zespołem a jego publicznością. Nie na darmo mniej więcej 1/4 publiczności stanowili Niemcy, którzy przebyli nieraz i ponad tysiąc kilometrów do dalekiej Warszawy...

Repertuarowo Diorama również nie zawiodła - obok samograjów takich jak The Girls czy Erase me zagrali takie rzeczy jak Das Meer czy stareńkie Said but true. Generalnie rzecz biorąc wciąż ogrywali ostatni album A Different Life, z którego pojawiło się m.in. doskonale przyjęte Synthesize me czy zagrane na koniec Kein Mord (Torben: "In english it means "No murder" and in polish... I don't have fucking idea what it means in polish! Oh yeah, I know! PIWO!!!"). Z tego, co się zorientowałem, starzy fani zespołu byli bardzo z setlisty zadowoleni. Koncert zakończył się mniej więcej dwadzieścia po pierwszej i większość zgromadzonych powoli zaczęła się zbierać do domów - na after party pozostali nieliczni.

Podsumowując - to jeden z najwazniejszych dla mnie koncertów w tym roku (jak na razie najlepszy na jakim byłem) i jeden z istotniejszych w ogóle. Przed koncertem dość często powtarzałem za innymi, że Diorama to klon Diary of Dreams - mając w pamięci bezbarwne występy tych ostatnich w Bolkowie czy w styczniu w Warszawie (w tej samej Progresji!) kajam się - uczeń dawno przerósł mistrza i jest klasą samą w sobie.

Ps. Do tej beczki miodu dodać muszę niestety łyżkę dziegciu - 250 sprzedanych biletów na taki koncert to już nawet nie wstyd - ale żenada.

Setlista:

Last minute
Erase me
Exit the grey
Wingless
Howland road
The Girls
Said but true
Leaving Hollywood
Das Meer
E-Minor
Why
Definition power
Synthesize me
Advance

bis#1
HLA
Light
bis#2
Kein Mord

Komentarzy: 0 23.04.08 - 09:11

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture