Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9392
Rozpoczętych wątków : 6041
Odpowiedzi : 23919
Wspieramy

Kota :: Abracadabra Gothic Tour Poznań, klub Blue Note 07.10.2008

W końcu, po wielu przemyśleniach i ustaleniu wszystkich za i przeciw wybrałam się na koncert Abracadabra Gothic Tour. Po raz pierwszy i, jak sądzę, ostatni w życiu. Szybkie upłynnienie się biletów przed koncertem sugerować by mogło, że klimatyczny, na co dzień jazzowo-bluesowy klub „Blue Note” zapełni się po brzegi. To samo mogłaby sugerować kolejka do rzeczonego klubu, w której ustawiliśmy się na 15 minut przed otwarciem bram. Na szczęście nasze obawy o zawyżaniu średniej wieku zostały szybko rozwiane. Nie byliśmy jedynymi nieco wyrośniętymi uczestnikami koncertu, którzy niczym dinozaury pamiętają pierwsze wydania Closterkellera na przedpotopowych kasetach, jeszcze bez późniejszych, wymaganych hologramów, z czasów gdy pojęcie płyty CD było dla większości określeniem z pogranicza science fiction. Z rozbrajającą szczerością mogę przyznać, że wybraliśmy się na ten koncert z okazji swoistego jubileuszu grupy Closterkeller z której to muzyką większość z nas dorastała i której teksty mniej więcej do czasu „Graphite” każdy z nas znał na pamięć. Skusiła nas możliwość usłyszenia na żywo, mieliśmy nadzieję, że najlepszych, kompozycji z całego dwudziestoletniego dorobku grupy.

Gdy już dostaliśmy się do środka, okazało się, że mimo braku biletów przed koncertem, klub wcale nie jest wypełniony po brzegi, za to miejsca siedzące na galerii, wszystkie zajęte. Troszeczkę zdziwiło mnie to parcie na miejsca do siedzenia, w końcu zdawałoby się, jesteśmy na koncercie rockowym na którym, że się tak wyrażę - za naszych czasów - człowiek chciał się wyszaleć. Jednak dzięki średniej frekwencji, o której można mówić, że już nie kameralna, ale jeszcze nie widowiskowa, znaleźliśmy dogodne miejsca zarówno do delektowania się dźwiękiem jak i widokiem sceny.

Pierwszy miał wystąpić Izmair, o której wiedziałam tylko tyle, że „jest w klimacie” i w dodatku stosunkowo młodą kapelą, działającą nie więcej niż 4 lata. Po początkowych potknięciach dźwiękowych, teoretycznych poprawkach, zamarliśmy ze zgrozy. Grupa była podobno laureatem nagród i nie od dziś znajduje się na scenie, a na ich oficjalnej stronie przeczytać można o teoretycznej „charyzmie scenicznej” wokalisty. Najlepszy przykład na to, że internet kłamie. Nie pomogą mi tu banalne tłumaczenia dotyczące nagłośnienia czy odsłuchów. Znamy my już te żałosne wykręty, które słyszymy za każdym razem jak coś pójdzie nie tak. Nic bowiem nie zmieni faktu, że koncert grupa dała co najmniej żałosny, a największą sceniczną charyzmą wykazywał się basista. Wokalista z wielce poważną miną wyraźnie starał się udawać jakiekolwiek emocje i być może ktoś mu zwrócił uwagę, że talentu aktorskiego to on nie ma za grosz, bo już po którymś z kolei kawałku postanowił roztropnie zakryć twarz włosami, co dało o wiele lepszy efekt niż obserwowanie na jego twarzy wysiłku związanego z próbą wczucia się w to co sam śpiewa. Co gorsza, nikt chyba nie uświadomił wokalisty, że mikrofon jest już narzędziem do wzmacniania dźwięku, dzięki czemu nie trzeba już „nadzierać się” do niego w celu uzyskania odpowiedniej głośności, wynikiem tego nieuświadomienia słyszalny był przede wszystkim głos a „gdzieś tam w tle” można było usłyszeć instrumenty, które choć bardzo się starały to jednak ulegały częstym potknięciom. Zaletą grupy Izmair jest to, że kompletnie nie zwraca się uwagi na słowa, może za sprawą głosu wokalisty, który, choć nie jest zły to jednak wybitnie niedopracowany a dzięki liniom melodycznym w których możemy usłyszeć wszystkie znane polskie grupy sceny gotycko rockowej od Closterkeller po Artrosis, z wyjątkiem samego Izmair dowiemy się, że, nie ma w nich nic nowego, nic oryginalnego ani odkrywczego! Wrażenie na koncercie? Grupa znajomych, która wpadła na pomysł „zróbmy sobie zespół, będziemy mogli się ‘wozić’”. Zresztą wystarczyło popatrzeć na reakcję publiczności dla której „żródełko” w postaci zimnego piwa, a także rozmowy na temat wczorajszego serialu w telewizji były bardziej interesujące niż sam koncert, który zdawał się jeszcze na dodatek w tych, jakże ważnych rozmowach, przeszkadzać. Jednak bez stresu. Widywałam i miałam niestety okazję usłyszeć zespoły o wiele gorsze i z o wiele wyższym ego przy jednocześnie o wiele większym doświadczeniu. W przypadku zespołu Izmair, nie musi być tak źle o ile spełnią parę warunków, w tym między innymi znajdą własny pomysł na siebie zamiast kopiować innych, a wokalista uda się na lekcję do Zapendowskiej. W świecie muzyki jeszcze nie wszystko zostało powiedziane, a Izmair posiada w swoich zastępach zdolnych muzyków, którzy jednak potrzebują przestrzeni, żeby móc rozwinąć skrzydła.

Gdy grupa taktownie umknęła ze sceny, a przerwa o dziwo niezbyt długa dobiegła końca, na scenę wkroczyła główna gwiazda wieczoru Anja Orthodox z zespołem Closterkeller – właśnie w takiej hierarchicznej kolejności.
I tu nasze zbolałe uszy mogły odetchnąć. Doświadczenie na scenie i w obsłudze mikrofonu od razu dały o sobie znać, dzięki czemu poza paroma potknięciami, wynikłymi zapewne z częstotliwości używania głosu przez Anję na trasie, nie ma się do czego specjalnie przyczepić. Koncert Anji z grupą Closterkeller był dobry. Może nie wybitny, ale jednak dobry zarówno technicznie jak i merytorycznie. W chronologicznym porządku podporządkowanym wydawaniu płyt mogliśmy usłyszeć te największe, większe i trochę mniejsze przeboje, wykonane bez większych potknięć z typową dla Anji charyzmą i „pseudokumplowskim” podejściem do fanów. Fakt, że parę tekstów wokalistki raziło, jakby na siłę starała się wybić ponad komercję, której częścią jest grupa Closterkeller i nikogo to nie razi i nigdy nie raziło. Pogadanka poprzedzająca bodaj najbardziej znany utwór – „Władza” była kompletnie niepotrzebna i zdawała się być mocno udawana. Być może Anja stara się być bliżej wybrednej, młodej publiki starając się na pokaz krytykować nawet siebie i swój zespół, być może nie zdaje sobie z tego sprawy, że takie zachowanie, choć być może „fajne” dla młodej, to jednak jest lekko niesmaczne dla starszej publiki, która przecież też jest jednak częścią ich historii. W efekcie podczas wykonywania „Władzy”, choć jak zawsze koncertowo, wraz z publicznością, jak jeden mąż odnieśliśmy wrażenie, że to tylko żenujący spektakl, bo przecież wokalistka wykonuje właśnie utwór, którego nie lubi i który uważa za fatum. Fatum, który przecież przyniósł swego czasu zespołowi największą popularność i powiększył grono fanów.
Zespół nie ominął w chronologii nawet płyty „live” z której odśpiewany został utworek „Tak się boję bólu”. Zabrakło, może i dobrze, słynnej „Agnieszki” i „Czasu Komety”, choć publiczność mocno liczyła na ten utwór podczas bisu. Bardzo ładnie odśpiewane zostało mało znane „Blue”, z płyty o tym samym tytule. Niepotrzebne było na koncercie wykonanie „coveru” zespołu A-ha – Minor Earth, Major Sky podczas bisu. Chyba nie tylko ja, ale też i reszta uczestników nie uważała tego za konieczne na koncercie jubileuszowym mającym przedstawiać twórczość Closterkellera. Koncert, choć trochę pobieżnie, to jednak ładnie przedstawił ewolucję grupy od jej najmłodszych lat i trzeba przyznać, że był bardzo udany, choć dla samej wokalistki pewnie wiał nudą, gdyż czasami można było odnieść takie wrażenie. Ale cóż, oddany fan przecież i tak nie zwróci uwagi na to, że zespół już dawno popadł w pewną manierę koncertową, dla niego najważniejsze jest to, że może być blisko samego Closterkellera z jaśniejącą na scenie, niekwestionowaną gwiazdą Anją, której wiele wybaczy.

Warto wybrać się na Abracadabra Gothic Tour z okazji 20 lecia zespołu Closterkeller i polecam wydarzenie nawet tym, którzy fanami jako tako samego Closterkellera nie są, ąle jak my, znają kolejne wydawnictwa i lubią czasami pośpiewać, choćby znienawidzoną „Władzę”.

Komentarzy: 0 09.10.08 - 18:06

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture