Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9403
Rozpoczętych wątków : 6046
Odpowiedzi : 23924
Wspieramy

Tomasz :: Castle Party 2009 - Bolków

CZWARTEK

D-Vision: Na CP 2009 jechaliśmy przy dobrej pogodzie i w dobrych nastrojach. Po zainstalowaniu się na polu namiotowym i wstępnej „rozgrzewce” chciałem uderzyć czym prędzej do starego kina, w celu ustalenia ewentualnej godziny próby przed setem. Jak się okazało, kino miało być przygotowane dopiero pod wieczór. Pozostała nam więc integracja na rynku. W momencie, kiedy zebraliśmy się z rynku na pole w celu przeniesienia sprzętu, wydarzyło się wiekopomne „tornado”, które odbiło się wyraźnie na przebiegu festiwalu i stało się znakiem rozpoznawczym tegorocznej edycji. Jedyne, co można powiedzieć: scena w kawałkach i absolutny brak prądu, co okazało się dopiero po przybyciu do kina. Podobno wichura powaliła słupy głównej linii przesyłowej energii elektrycznej dla Bolkowa. Na powrót prądu czekaliśmy kilka godzin, ludzie „odbijali” się od ciemnego (mrocznego?) wejścia do kina. Podobno Hacjenda otrzymała prąd o wiele wcześniej niż kino, zapewne wielu ludzi zrezygnowało z tego drugiego na rzecz tego pierwszego z powodów „elektrycznych”. Robiło się coraz ciemniej, na prąd nie było żadnych przyszłościowych perspektyw. Czekaliśmy więc, posiłkując się piwem, kiełbaskami z grilla, oraz, delikatnie mówiąc, „niewyszukanym winem porzeczkowym”… I nagle zostaliśmy oślepieni słupem białego światła z wnętrza kina, niczym w „Bliskich spotkaniach…”. Przytaczając znane hasło reklamowe: Power is back! Małe modyfikacje rozkładu jazdy i impreza ruszyła (niestety z ponad 2-godzinną obsuwą). Po bardzo dobrym celtycko-elektronicznym wstępie zaserwowanym przez DJ’a Fallena, Dobermann zaatakował ostrą dawką industrialu dla uszu oraz tańcem Orielli dla oczu. Jeśli chodzi o mój set to chciałbym tylko serdecznie podziękować dancefloor’owi za wspaniałą i gorącą zabawę przez cały set (mieszanka harsh, oldschool ebm i industrialu zdała egzamin), brutalnie zresztą zakończony przez ponowne odłączenie prądu (wrócił dopiero o 15:00 następnego dnia!). Najbardziej poszkodowany przez tą sytuację został Fallen, który zaprezentował jedynie 30 minut swojego materiału… Czwartek dla mnie zakończył się po godzinie 5:00 nad ranem, na szachownicy pola namiotowego…

PIĄTEK

Mroczek: Na XVI edycje Castle Party jechaliśmy z pewnymi obawami. W wyniku ogromnych nawałnic, które przeszły nad Dolnym Śląskiem obawialiśmy się, że festiwal może się nie odbyć. Na miejscu okazało się, że główna scena została zdmuchnięta poza zamkowe mury ale szczęśliwie wszystko na czas udało się naprawić (ponoć w nocy przyjechała nowa scena – przyp. D-Vision). Pogoda jednak nie przestraszyła publiczności, gdyż w tym roku odnotowano kolejny rekord frekwencji. W sobotę zostały wyprzedane, po raz pierwszy w historii festiwalu, wszystkie karnety. Nie ma się co dziwić bo skład robił wrażenie i był bardzo urozmaicony.

Mroczek: Piątkowe występy rozpoczęła czeska nieznana mi dotąd grupa Nuclear Storm. Nie chce się mocno pastwić ale ich występ to totalne nieporozumienie. Toporne, prostackie elektro plus czeski humor kompletnie nie przypadło mi do gustu. Ich występ traktuje w charakterze żartu w złym guście.
D-Vision: Na występ czeskiego Nuclear Storm dotarłem mniej więcej w połowie…hmmm… ale połowie czego właściwie? Koncertu? Występu? Czymkolwiek by to nie było, zupełnie nie dla mnie, nie trafiło do mnie opalanie świeczki podpalonym spray’em… Muzycznie.. a w ogóle to była tam jakaś muzyka???

Mroczek: Później miał wystąpić rodzimy Vein Cat ale z niewiadomych powodów występ został odwołany.
D-Vision: Występ miał chyba zostać przeniesiony do starego kina, jednak finalnie i ta opcja nie wypaliła.

Mroczek: Następny projekt to pochodzący z Bułgarii Irfan. Zespól czerpie inspiracje z tradycyjnej muzyki sakralnej i folkowej pochodzącej z takich zakątków świata jak np.: Bałkany, Persja, Kaukaz czy też Europa Północna. Ich koncert w otoczeniu średniowiecznych murów było przeżyciem wręcz magicznym. Gdy zamknąłem oczy miałem chwilami wrażenie, że na scenie występuję mój ukochany Dead Can Dance. Duże brawa na koniec i podziękowanie muzyków za ciepłe przyjęcie. Warto zwrócić uwagę na Bułgarów z Irfan.
D-Vision: A ja jako osoba nie będąca w stanie autorytatywnie wypowiadać się na temat folku, powiem tylko, że było bardzo dobrze!

Mroczek: Rosjanie z Moon Far Away podtrzymali wysoki poziomom i zaprezentowali najwyższej jakości neo folk. Charakterystyczne stroje, nietuzinkowe połączenie szczątkowej elektroniki z akustycznymi instrumentami i pięknymi wokalizami cieszyły oczy i uszy i wspaniale współgrały z obdrapanymi, starymi średniowiecznymi murami. Ich występ utwierdził mnie przekonaniu, iż organizatorzy Castle Party powinni z większym rozmachem i odwagą zapraszać grających na folkową nutę.
D-Vision: Dodam tylko, że mi osobiście Moon Far Away spodobało się nadzwyczaj, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ich występem, jak dla mnie najlepszy folk tego roku.

Mroczek: Aesthetic Meat Front zaprezentował dużo ciekawszy performance niż dziewczyny z DIVA'ine EYE z poprzedniej edycji CP. Bardziej wytrwali mogli zobaczyć dużo golizny, obowiązkowe wieszanie za skórę, krew, przekłuwanie ciała i inne tego typu przyjemności ;-). Całość miała swój odpowiedni, nawiedzony klimat i mogła się podobać. Muzycznie atakowali publiczność mocno pokręconymi, hałaśliwymi dźwiękami, który służyły do potęgowania wizualnego szoku.
D-Vision: Szczególne wrażenie w performance’ie Aesthetic Meat Front zrobił na mnie podkład dźwiękowy w połączeniu z dźwiękami płynącymi z mikrofonów, umieszczonych na stelażu wbitym w plecy Louisa. Ogólnie o niebo lepiej niż rok temu, ale dla osób nie znających zamysłów przyświecających artystom, przekaz performance’u pozostaje niestety dowolny.

Mroczek: By chyba rozruszać przestraszoną publikę na scenie pojawił się duet Skinny Patrini. Dzikie, pełne energii zachowanie muzyków zadziałały na publiczność jak kubek mocnej kawy. Grupa zabrzmiała dla mnie dużo bardziej przekonywująco niż na debiutanckim krążku ”Duty Free”. Cały występ, dzięki niezwykłej żywiołowości muzyków, miał w sobie punkowego, zadziornego ducha. Bolkowska publiczność przyjęła ich wspaniale, duet mocno zaskoczony - odwdzięczył się bisem i wyraźnie nie chciał opuścić sceny.
D-Vision: A nas tłok zniechęcił niestety do oczekiwania na Skinny Patrini, czego po części żałuję.

Mroczek: Variete miał być mocnym punktem piątkowych koncertów ale okazało się zupełnie inaczej. Grupa wystąpiła tylko w 2-osobowym w składzie. Oczekiwałem starego ducha i choć trochę zimna ale się zawiodłem. Kameralny, spokojny, nieco nudnawy koncert spotkał się z raczej chłodnym przyjęciem. W takie formie zdecydowanie wolę Variete w domowym zaciszu z odtwarzacza CD.

Mroczek: Nadeszła pora na Darrina Hussa i jego Psyche - dość mocno oczekiwane już od dawna przez festiwalową publiczność. Grupa zagrała dosyć cicho, co nie sprawiło im problemów by rozruszać fanów – gorącym pląsom na kamiennym parkiecie nie było końca. Dla mnie jedynym plusem występu było wykonanie coveru Joy Division pt. ”Disorder”. Cała reszta to dla mnie niemiłe zaskoczenie – oczekuję od muzyki czegoś więcej niż prostego rytmu i wpadających w ucho banalnych melodii. Podobne zdanie usłyszałem od części fanów pamiętającej koncert Psyche z 2000 roku, który odbył się wtedy na małej scenie.
Zmęczeni i mocno zziębnięci opuściliśmy zamkowe mury. Bardziej wytrwali mogli ruszyć na after party - Industrial Night (Stare kino) i United Colours Of Dark (Hacjenda).
D-Vision: Od znajomych, którzy mają o wiele więcej niż ja wspólnego z Psyche słyszałem, że baaardzo się zawiedli na piątkowym występie.

SOBOTA

Mroczek: Sobotnie koncerty rozpoczęła rodzima kapela Sane. Niestety jadąc do Bolkowa musieliśmy nadrobić nieco drogi, ponieważ niedaleko miejscowości Świny miał miejsce groźny wypadek samochodowy. Od świadków koncertu wiem, że niewiele straciłem.
D-Vision: Sobotnie koncerty rozpoczęła rodzima kapela Sane. Niestety, będąc w Bolkowie musiałem nieco nadrobić, ponieważ jak się okazało, moje nerki pracowały w ciągu nocy niezwykle intensywnie. Od świadków koncertu wiem, że niewiele straciłem.

Mroczek: Następna w kolei wystąpiła pochodząca z Łotwy Vic Anselmo. Mało znany zespół niedawno wydał debiutancki album a już zdążył odbyć trasę w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Gdy zobaczyłem wokalistkę na scenie i usłyszałem kilka utworów to od razu nasunęło mi się skojarzenie z Emile Autumn. Podobne teatralne zachowanie, wizualnie - kolorowo i jakże bajkowo. Mocny głos i nieprzeciętna uroda to nie jedyne atuty Vic Anselmo. Grupa została ciepło przyjęta przez coraz liczniejszą publiczność. Myślę że Vic Anselmo może niedługo sporo namieszać.

Mroczek: Francuzi z Joy Disaster przenieśli nas do wspaniałych lat osiemdziesiątych. Ich brzmienie można kojarzyć z post-punkowymi kapelami z Manchesteru i Londynu. Choć pogoda była dosyć duszna to podczas ich występu poczułem fajny zimny wietrzyk po plecach. Francuzi zagrali dobry koncert, choć wydaj mi się, że lepiej czują się w małych, zadymionych klubach.
D-Vision: Ej! Kto teraz gra? Joy Disaster. A zdążymy jeszcze? Nie. -.-

Mroczek: Polską kapelę Indukti wiedziałem bardzo krótko, natomiast koncert usłyszałem prawie cały. Z racji ogromnych kolejek do toalet i punktów gastronomicznych postanowiliśmy skorzystać z usług przybytków umiejscowionych pod zamkiem. Grupa wykonała dosyć ciekawą mieszankę mocnego rocka progresywnego z delikatnym wpływem muzyki klasycznej (partie skrzypiec). Indukti został ciepło przyjęty, pomimo tego, że na początku ich koncertu zaczął padać deszcz.

Mroczek: Istniejąca od 1991 włosko-niemiecka death’rockowa grupa Madre Del Vizio dała bardzo naładowany energią występ. Dużo się ostatnio mówi, iż batcave przeżywa odrodzenie co MDV ewidentnie udowodnili. Co więcej, zainteresowane tym stylem było dosyć widoczne wśród wielu fanów. Dobre, nietuzinkowe granie i jakże szkoda że grali w pełnym słońcu i tak krótko.
D-Vision: Był to mój pierwszy sobotni koncert. Co zresztą bardzo mnie cieszy, ponieważ rozpocząłem ten koncertowy dzień dawką dobrej muzyki. Gitary to też nie mój konik, ale dawka porządnego rzemiosła w wykonaniu Madre Del Vizio nastroiła mnie pozytywnie do artystycznej części tegorocznego CP.

Mroczek: Nie bez przyczyny o koncercie włoskiej Spectry Paris dużo bardziej mówiło się o aspekcie wizualnym niż muzycznym. Owszem, było na co popatrzeć ale za nic nie potrafię się przekonać do pobocznego projektu Eleny. Było widać, że panie mocno się starają ale pogoda niestety ich nie oszczędziła. Pomimo tego Elenie chyba spodobała się polska publiczność, gdyż już wiemy że w następnej edycji Castle Party zobaczymy ją wraz Kirlian Camera.
D-Vision: Polska publiczność jak i niecodzienne wybryki na back-stage’u (zainteresowanych odsyłam do forum Castle Party) jakim najbardziej spodobały się Elenie, więc tylko zacierać ręce (uszy?) na przyszłoroczny występ KC. Co do występu Spectra*Paris, mnie do tego projektu przekonywać nie trzeba. Do koncertu przystąpiłem dobrze zaznajomiony z materiałem, więc nie zostałem muzycznie zaskoczony. Myślę, że jak na tak wczesną porę, koncertowi nie brakowało energii i „tego czegoś”. A delikatny deszcz zmieszany z delikatnymi powiewami wiatru i promieniami słońca chyba tylko dodał uroku całości. Muzycznie projekt nie jest dla mnie jakimś powodem do zachwytu, jednak bardzo miło słuchało mi się tych dźwięków, zagranych przez panie bardzo dobrze technicznie. Na tyle miło, że można było się pobawić. I tylko te późniejsze komentarze o „skinheadach robiących pogo na S*P” :P

Mroczek: Dreadful Shadows powrócił na bolkowską scenę po 9 latach i dla wielu był to występ niezwykle sentymentalny. Sven Friedrich i spółka wykonali swoje chyba najbardziej znane numery i dwa dosyć fajnie wykonane covery - Ashes to Ashes (Faith no More) i Twist in My Sobriety (T. Tikaram). Poprawny koncert nie wywołujący u mnie większych wrażeń.
D-Vision: Jako że grupa ta leży dość daleko poza horyzontem moich zainteresowań opuściłem koncert w celu szeroko pojętej konsumpcji.

Mroczek: Rodzimy Fading Colours tradycyjnie nie miał żadnych problemów technicznych ale wynika to chyba z tego, że niewiele muzyki jest odgrywana na żywo. Leszek Rakowski i Daniel Kleczyński skakali, klikali i kręcili różnymi gałkami ale miałem wrażenie że i tak wszystko (prócz wokalu) leci z Winampa. Mimo tego koncert mi się podobał ale w dużej mierze chyba z sentymentu jakim darze Fading Colours. Warto dodać że grupa wykonała kilka nowych utworów, w tym również zaśpiewanych przez De Coy po polsku. Czuć w nich powiew świeżości i trzymam kciuki za następcę jakże długo oczekiwanej płyty ”Come”
D-Vision: No i pech – nie zdążyłem na koncert, pociesza jednak fakt, że jeszcze zapewne nie raz będzie mi dane oglądać Fading Colours :-)

Mroczek: Występ Crematory wytrzymałem tylko przez kilka utworów. Ciężka gitara i wokal ”wymiotny” to jedne z tych rzeczy, których nie trawię, szczególnie w wykonaniu niemieckich kapel. Koncert trzecioligowego goth-metalowego Crematory to jedna z pomyłek szesnastej edycji CP. Koszmarna muzyka i jeszcze wokalista mówiący do publiczności po niemiecku. Szkoda czasu.
D-Vision: Crematory także nie zatrzymało mnie na dłużej niż kilka numerów i choć nie mogę obiektywnie oceniać ich koncertu z racji wykonywanego przez nich gatunku, to mogę powiedzieć, dzięki „wtajemniczonym” znajomym, że koncert był bardzo dobry, co zresztą potwierdziły moje obserwacje poczynione na współuczestnikach.

Mroczek: Bałem się że Covenant jako headliner to nie będzie zbyt trafna decyzja organizatorów. Okazało się, że się myliłem. Szwedzi pokazali się z jak najlepszej strony – charakterystyczne garnitury, powalające brzmienie i mocno żywiołowe zachowanie. Było widać po twarzach muzyków, że byli bardzo zaskoczeni gorącym przyjęciem. Wykonali m.in.: “Brave New World (rmx)”, “Call The Ships to Port” czy też “Ritual Noise”, którym towarzyszyły obowiązkowe dzikie pląsy i głośne śpiewy. Ten koncert miał podobną siłę rażenia jak VNV Nation z przed paru lat. Były trzy bisy i wspaniały nastrój muzyków, który udzielił się również zmęczonej publiczności – wspaniałe zakończenie sobotnich koncertów.
D-Vision: Zmęczeni szeroko pojętą konsumpcją, odpuściliśmy Covenant, ponieważ fanami nie jesteśmy, i jedynym, czym mógłby nas uraczyć zespół byłby koncert dobry, ale bez szału, a trzeba było zbierać siły na niedzielnego headlinera.

NIEDZIELA

Mroczek: Head-Less niestety nie udało mi się zobaczyć z prozaicznego powodu tzn. zmęczony, nie usłyszałem budzika i zaspałem na koncert ;-)
D-Vision: Zmęczenie udzielało się zresztą wielu innym ;)

Mroczek: Pierwszy występ, który zaliczyłem to Jacquy Bitch. Pomimo, że Francuzi grali w pełnym słońcu to powalili mnie na kolana. Świetne old skulowe dźwięki z domieszką wyśmienitej zimnej fali. Jeśli chodzi o tradycyjne gotyckie, gitarowe granie to był to numer jeden tegorocznego festiwalu. Zauroczona publiczność domagała się bisu ale niestety chyba organizatorzy nie dali na to zgody. Oby więcej tak grających kapel na przyszłorocznej edycji CP.
D-Vision: Dramat w jednym akcie: Ej! Gdzie jest Jacquy Bitch??? Jeszcze nie wyszli? Właśnie skończyli. FUCK! Gdyby nie pop…poprzestawiały mi się godziny wszystko byłoby ok. Sam jestem sobie winien :-(

Mroczek: Solar Fake to poboczny, elektroniczny projekt Svena z Dreadful Shadows. Płyta ”Broken Grid” jest według mnie delikatnie mówiąc słaba i taki był również koncert. Proste i milutkie do granic electro, nadające się bardziej do dyskoteki niż na szanowany alternatywny festiwal. Wytrzymałem chyba tylko 4 utwory.
D-Vision: Solar Fake to dla mnie „poprawne”, uczuciowe pitu-pitu. Dało się słuchać więc nie było źle. Pamiętam nawet jeden niezły beat. Ale nic poza tym.

Mroczek: Po NOT spodziewałem się czegoś dużo lepszego. Po takich muzykach jak np. Robert Tuta oczekuje dużo ambitniejszej muzyki. Niespójne, rockowe granie i banalne radiowe teksty nie spotkały się z wielkim aplauzem publiki. Gdyż większość poszła udzielać się towarzysko.
D-Vision: Jak dla mnie nieporozumienie nr 1 na tegorocznym festiwalu (no… może poza Nuclear Storm ;)). Mroczek ukazał już mój punkt widzenia, dodam tylko, że maniera oraz ogólny sposób bycia wokalisty przyprawiał mnie o skręt kiszek. Paradoksalnie, najlepiej wypadła znana z radia „Łódź” (piszę znana, ponieważ jeśli JA ją usłyszałem w radio, to znaczy, że musiała być emitowana baaardzo często ;))

Mroczek: Koncert Deathcamp Project rozpoczął na dobre częste niestety na CP problemy techniczne. Przez większość występu nie było słychać gitary Voida i prawie po każdym utworze były nieudane próby jej naprawy, które i tak nic nie pomogły. Było widać na twarzach duetu zdenerwowanie i bałem się w że pewnym momencie nawet nie dokończą koncertu. Mimo kłopotów liczni fani przyjęli ich niezwykle ciepło. Zagrali m.in.: protest song -”Fuckin' Deathrock” , ”Behind” i najbardziej chyba znany kawałek ”Rule And Control”. Szczególnie w pamięci zapadł mi ostatni , świetny utwór, zaśpiewany po polsku, zatytułowany chyba ”Kłamać”. Czekam z niecierpliwością na następcę ”Well-Known Pleasures”.
D-Vision: Widać było, że zamiast enjoy the show i skupiania się na muzyce, chłopaki cały czas monitorowali czy ich słychać, a może raczej czy ich nie słychać. Koncert mógłby być bardzo dobry, został jednak w całości zepsuty przez problemy techniczne. Choć, moim zdaniem, raczej żaden zespół nie zachowałby tyle zimnej krwi co DP, więc wielkie brawa dla chłopaków.

Mroczek: Do koncertu Artrosis podchodziłem niezwykle sceptycznie. Miałem wrażenie że ich czas, szczególnie po odejściu Maćka Niedzielskiego już dawno minął. Co ciekawe ich występ bardzo mi się spodobał. Zagrali przekrojowe utwory z każdej płyty zaczynając od jakże udanego debiutu pt. ”Ukryty wymiar”. Na scenie kilkukrotnie pojawiła się niezwykle urodziwa żona klawiszowca – Agata, która zaśpiewała z Medeah m.in.: ”Szmaragdową Noc”. Przyjęcie przez liczną publiczność mieli bardzo dobre ale nie ma się dziwić skoro nawet takiego sceptyka jak ja potrafili przekonać do siebie.
D-Vision: Żegnaj dziedzińcu, witaj obiedzie.

Mroczek: KMFDM to kolejna ofiara problemów technicznych. Na ich koncert musieliśmy poczekać cała godzinę ale było warto. Piekielnie mocne utwory, pełne galopujących perkusyjnych bitów i agresywnych gitar nie pozwoliły nam na chwile odpoczynku. Z tracklisty zapamiętałem: „Bait & Switch”, „D.I.Y.”, „Potz Blitz!”, „Megalomaniac” i „Hau Ruck”. Takiego przysłowiowego kopa między nogi bardzo nam brakowało. Oczywiście brzmienie tradycyjnie nie było zbyt idealne i grupa nie dała się namówić na bis, choć publiczność wyraźnie się tego domagała. Trochę szkoda, ale to nie zmienia faktu, że był to jeden z najmocniejszych punktów festu.
D-Vision: A mi właśnie przysłowiowego kopa zabrakło w utworze „Megalomaniac”. Aczkolwiek cały koncert był mocnym, solidnym uderzeniem, wykonanym przez profesjonalistów. Bez szału ale na wysokim poziomie.

Mroczek: Na Diary Of Dreams również musieliśmy poczekać kolejną godzinkę, co w trzecim dniu maratonu nie było łatwe. Niemcy są według mnie swego rodzaju fenomenem, gdyż nagrywają coraz słabsze płyty a ich występ to zawsze wydarzenie w naszym kraju. Na CP nie mogło być inaczej. Dla mnie stało się nudne oglądać ich kolejny raz w Bolkowie i czuję w związki z nimi podobny przesyt jak do odwiedzającego nas często holenderskiego Clan Of Xymox. Diary of Dreams, by nie było zbyt nużąco, zdecydowali się wykonać utwory w nieco zmienionych wersjach. Mam wrażenie, że fani byli zdziwieni i chyba niezbyt zadowoleni. Mimo tego mieli ciepłe przyjęcie a ja znów wytrzymałem tylko kilka numerów.
D-Vision: Diary Of Dreams wstawione pomiędzy KMFDM i Front 242 było dla mnie prztyczkiem w nos od organizatorów ;) niemniej bezustanna szeroko pojęta konsumpcja pozwoliła mi jakoś przeszwędać tzw. międzyczas.

Mroczek: Na koniec miała wystąpić legendarna, belgijska grupa Front 242. Niestety nie dotrwałem do ich koncertu, ponieważ trzeba było na niego czekać kolejną godzinę. Wyczerpani i zziębnięci nie mieliśmy już na tyle sił. Bardzo żałuję, gdyż był to dopiero pierwszy występ belgów w naszym kraju i mam nadzieją ze nie ostatni. W taki dosyć niecodzienny sposób zakończyłem XVI edycję Castle Party.
D-Vision: Cieszę się, że mi udało się wytrwać (udało? Po to przyjechałem!). Warto było czekać ponad godzinę, w i tak już przesuniętym rozkładzie, w ciszy (F242 nagłaśniali się w całości na słuchawkach, stąd też zamieszanie, ponieważ organizatorzy nie wiedzieli nawet o czym rozmawiają techniczni ze sceny z realizatorką). Panowie oczekiwanie wynagrodzili setlistą i wspaniałą formą. Znajomi potwierdzają, że zagrali o niebo lepiej niż na WGT 2007 i Amphi Fest 2009. Jako zatwardziały fan dawnego, surowego stylu F242 miałem obawy o przearanżowanie utworów. Jednak proporcje zostały zachowane (brakowało tylko porządnego uderzenia w „No Shuffle”, gdzie w momencie, w którym otwiera się pełna, minimalistyczna rytmika kawałka, perkman zaczął uprawiać Led Zeppelin… wiem, wyolbrzymiam). Panowie znajdują się w świetnej kondycji muzycznej i fizycznej. Świetny ruch sceniczny dopełniany tumanami dymu, błyskiem świateł i wizualizacjami wpłynęły bardzo dobrze na dynamikę koncertu. Wokale De Meyera i Richarda 23 wspaniale współgrały, kamery pogłosowe jak zwykle tworzyły fantastyczne wrażenie chaosu, choć oczywiście wszystko było perfekcyjnie poskładane w większą całość. Nie zabrakło hitów, jak wspomniane „No Shuffle”, „Headhunter”, „Commando Mix”„Welcom To Paradise” czy „Body To Body”. Na bis panowie sprezentowali nam „Operating Tracks” z pierwszego LP Front 242 „Geography”, który został entuzjastycznie przyjęty przez publiczność. Koncert zapamiętam jako bardzo dobry, na pewno najlepszy dla mnie na tegorocznym CP. Był on wspaniałym jego zakończeniem. Uplasował się wysoko w moim prywatnym archiwum koncertowym.

PODSUMOWANIE:
Mroczek: Biorąc pod uwagę to iż kolejny raz został pobity rekord frekwencji (choć można było odnieść wrażenie, że ludzi jest mniej niż rok temu – przyp. D-Vision) należy uznać, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Skład był chyba najbardziej urozmaicony ze wszystkich edycji i jest to zdecydowanie klucz do sukcesu. Na wysokości zadania stanęli również mieszkańcy Bolkowa, którzy nauczyli się dobrze zarabiać na uczestnikach festiwalu: coraz droższe kwoty za kwatery (nad morzem można taniej przenocować) oraz sprzedaż (bynajmniej nie w dyskontowych cenach) wszelkiej maści jedzenia, serwowane z przydomowych ogródków i okien (coraz droższe z roku na rok – przyp. D-Vision). Z przyzwyczajenia już nie zaszokowały mnie nawet często słabiutkie nagłośnienie i ciągłe problemy techniczne. Nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje, może pora zmienić firmę która zajmuję się obsługą sceny? Warto dodać iż po raz pierwszy dla uczestników przygotowano do dyspozycji informator, jest do dobry pomysł, ale szkoda, że doczekaliśmy się tego dopiero na szesnastej edycji. Piwo na zamku lano o niebo lepsze niż w zeszłym roku, a Ci którzy chcieli zakupić płytę lub lateksowy gorsecik mieli w czym wybierać. Całość oceniamy niezwykle pozytywnie i mamy nadzieje że organizatorzy nie spoczną na lurach. Do zobaczenia za rok!

Komentarzy: 6 04.09.09 - 21:50

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture