Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9403
Rozpoczętych wątków : 6047
Odpowiedzi : 23925
Wspieramy

Ergo :: Wave Gotik Treffen 2012

W dniach 25-28 maja 2012 odbyła się w Lipsku 21. edycja festiwalu Wave-Gotik-Treffen. Jak co roku do miasta zjechało ponad 20 000 gości z całego świata. Na wybór zespołów też trudno by było narzekać. Ba, organizatorom w tym roku udało się wyjątkowo utrudnić uczestnikom wybór, ustalając bardzo wiele stylistycznie podobnych koncertów jednocześnie. W niedzielę nie tyle trzeba było się dwoić i troić, co być w pięciu miejscach jednocześnie. W zasadzie jedynym mankamentem tegorocznej organizacji były niewystarczające wytyczne dla pracowników ochrony i komunikacji miejskiej odnoście znaczenia poszczególnych kolorów opasek. W rezultacie raz wyrzucono nas z pociągu miejskiego, a podczas jednego koncertu fotografom zabroniono fotografować. Biorąc jednak pod uwagę rozmiary przedsięwzięcia, nie ma na co narzekać.

Piątek:

W Kupelhalle festiwal rozpoczął się od koncertu włoskiej grupy Les Jumeaux Discordants. Zespół zrobił na mnie spore wrażenie dzięki wyjątkowej, rytualnej stylistyce. Dziewczynom udało się stworzyć bardzo ciekawą atmosferę.

Następnym punktem programu był koncert Corde Oblique w teatrze. Ten włoski zespół dobrze znany jest publiczności festiwalowej z poprzednich lat. Nie dziwi zatem bardzo gorące przyjęcie grupy. Muzycy zaprezentowali repertuar z najnowszej płyty „A Hail Of Bitter Almonds„ oraz starsze utwory. Corde Oblique to jeden z tych zespołów, których pełen kunszt odkrywa się dopiero na żywo.

Na koniec dnia w teatrze zagrała niemiecka grupa Life is Colder than Death. Na ten koncert wielu czekało od zeszłego roku, kiedy to zespół w ostatniej chwili odwołał występ i zaraz potem ogłosił zawieszenie działalności oraz opóźnienie wydania nowej płyty. Maik Hartung, założyciel grupy jednak nie poddał się i zdołał w ciągu roku zgromadzić całkowicie nowy skład i za to należą mu się brawa. Niestety wrażenia z koncertu były już troszkę gorsze. Pierwszym zgrzytem było oświetlenie – muzycy przez kilka minut musieli dopraszać się o włączenie odpowiednich reflektorów. Kontrowersyjna była również suknia nowej wokalistki, która na pewno przypadła do gusty miłośnikom niezbyt subtelnej stylistyki balowej, a całość podkreślały, równie gustowne, złote kozaczki. Anja Herrmann ma bez wątpienia dobry, bardzo czysty głos, który jednak nie najlepiej pasował do starszych kompozycji zespołu. Zabrakło etnicznego zabarwienia, przywodzącego na myśl Dead Can Dance, z którego zespół był znany. Męski wokal, równie istotny na dotychczasowych płytach, był ledwie słyszalny. Odnosiło się wrażenie, że samo wokalistka nie najlepiej czuła się w repertuarze zespołu.

Sobota:

Dzień w Felsenkeller – neobarokowej dawnej sali balowej otwierała włoska grupa Oniric. Zespół dość ciekawie brzmi na płytach, łącząc stylistykę kabaretową i neofolkową z tradycyjną piosenką włoską. Na żywo jednak było już znacznie mniej interesująco.

Kolejną była austriacka grupa neofolkowa Jännerwein. Zespół zagrał przed pełną salą, choć miało się wrażenie, że prawie wyłącznie Austriaków. Po koncertach rzadko kto oczekuje szczególnych atrakcji, zwykle na scenie stoi kilku panów z gitarą, którzy celem przykucia uwagi publiczności mają do dyspozycji tylko muzykę. Panów było tym razem nieco więcej niż zwykle i na tym kończyły się atrakcje. Koncert był jednak doskonałym środkiem nasennym. Szkoda, że o tak wczesnej porze.

Kolejną pozycją był koncert Ordo Equitum Solis. O tej włoskiej grupie od dawna już było niewiele słychać. Pojawienie się ich w programie festiwalu było zatem dla wielu niemałą niespodzianką. Zespół nie stracił nic ze swojego czaru, a niezwykle ekspresywna wokalistka skutecznie obudziła mnie po poprzednim koncercie.

W teatrze tego wieczora zagrała norweska grupa folkowa Wardruna. Członkowie zespołu doskonale wykorzystali fakt, że ich koncert odbywał się w teatrze i zadbali o bardzo ciekawe stroje, scenografię i oświetlenie, które tylko podkreślały niesamowity nastrój kreowany przez ich muzykę.

Następnie na deskach teatru pojawiła się amerykańska grupa Unto Ashes. Od samego początku ogromne wrażenie robił głos wokalistki. Zespół zaprezentował głównie utwory z nowej płyty „Burials Foretold”, którą można było po koncercie (i którą, jak zespół wielokrotnie podkreślał, usłyszała do tej pory wyłącznie matka wokalistki), choć nie zabrakło również starszych kawałków (w tym wręcz perfekcyjnego wykonania utworu Ein Fluch). Szkoda tylko, że nie wiele dało się dojrzeć zza muru stojaków i laptopów, który zespół zbudował na wysokości twarzy, skutecznie chroniąc się przed natrętnymi spojrzeniami publiczności...


Niedziela:

Jedną z największych zmór festiwalowych jest klub Anker, który wśród innych miejsc, gdzie odbywają się koncerty, wyróżnia się znacznym oddaleniem od centrum i innych sal koncertowych. W niedzielę organizatorzy postanowili chyba wysłać na ten koniec świata te zespoły, które im do niczego innego nie pasowały.
Dzień na scenie rozpoczęła serbska grupa Sixth June. Ten dwuosobowy zespół plasuje się w kręgach minimal synth, posiada jednak własną, elektroniczną stylistykę, która robi niemałe wrażenie. Przez moment miałem co prawda wrażenie, że słucham ich albumu z tylko lekko zmienioną kolejnością utworów, jednak na koniec pojawiła się całkowicie odmienna od albumowej wersja utworu Mrak i zupełnie nowy kawałek w języku serbskim. Brawa należą się zatem nie tylko wokalistce, ale również panu chowającemu się gdzieś z tyłu sceny w całkowitych ciemnościach.

Kolejność zespołów tego dnia pozostawiała wiele do życzenia. Po Sixth June zagrała bowiem grupa Velvet Condom, która zapewne niezbyt interesowała publiczność czekającą na Opera Multi Steel. Ci z kolei, którzy po Velvet Condom chcieli zobaczyć B-movie, nie wydawali się oddzielającą oba koncerty grupą zachwyceni.

Opera Multi Steel na scenie muzycznej działa już od wielu lat i od samego początku utrzymuje się w trudnej do opisania, oryginalnej stylistyce, nieznudzenie zabarwionej satyrą na kościół katolicki. Jak można się domyślić, było bardzo ironicznie, nie zabrakło plastikowych fletów, harmonijek, instrumentów-zabawek, różnych gadżetów kościelnych, sutann i innych akcesoriów.

Tymczasem przed lipskim teatrem stała już zapewne spora kolejka fanów grupy Qntal. Nie wszyscy weszli, prasy akredytowanej przez sam zespół ochrona również nie raczyła wpuścić. Qntal występuje w Niemczech i na samym WGT niezwykle często. Myliłby się jednak tak, który by oczekiwał powtórki z poprzednich lat.. W składzie pojawiła się bowiem druga wokalistka i skrzypaczka zarazem oraz perkusja. Wiązało się to również ze znaczną zmianą stylistyki zespołu. Ci, którzy przywiązani byli do elektronicznego brzmienia grupy, mogli odnieść wrażenie, że bardziej typowa dla grup rokowych perkusja nie najlepiej komponowała się z często niecodziennymi i skomplikowanymi rytmami muzyki średniowiecznej. Publiczność jednak przyjęła zespół bardzo ciepło, nie obyło się bez licznych bisów.

Poniedziałek:

Pierwszym zespołem, który tego dnia zagrał w teatrze, była armeńska Dogma. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się po nich niczego ciekawego. Utwory z albumów były, jak dla mnie, zbyt mocno osadzone w stylistyce metalowej, gitary nie bardzo pasowały mi folkowego wokalu, a zapędy jazzowe niewiele pomagały. Na żywo jednak zespół zaprezentował się zupełnie inaczej. Wszystko to w dużej mierze było zasługą niezwykle charyzmatycznej wokalistki o niecodziennym głosie i ogromnym temperamencie, choć i pozostali muzycy robili bardzo dobre wrażenie. Koncertem zespołu byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Jedynym mankamentem były być może tylko wprowadzenia do piosenek, recytowane przez wokalistkę po angielsku wyraźnie z pamięci i brzmiące jak sztuczne, niezbyt przekonujące slogany przewodników turystycznych. Sama podróż była jednak fascynująca.

Następnie na scenie pojawiła się Elena Alice Fossi – obecna wokalistka Kirlian Camera z solowym projektem Alice Neve Fox. Artystka wykonała w wersji akustycznej swoje ulubione z repertuaru Kirlian Camera i Spectra Paris, jak i innych zespołów: „No Sound But the Wind” grupy Editors, „Time Is Running Out” grupy Muse, „High Hopes” zespołu
Pink Floyd, czy nawet „Gethsemane” z musicalu Jesus Christ Superstar.
Alice zabłysnęła może nie tyle doskonałym głosem, co samą dramatyka śpiewu. Dużą rolę zagrała tu osobowość artystki, która w odróżnieniu od poprzedniej grupy, zwracała się do publiczności może nie najlepszym angielskim, ale za to z bardzo osobistym przekazem. Jako gość przy fortepianie pojawił się również Johannes Berthold z grupy Illuminate.

Ostatni koncert tego dnia dała Bułgarska grupa Irfan. Wizualnie przedstawiali się wręcz okropnie (w przeciwieństwie do ich poprzedniego koncertu na WGT), pozostało to jednak bez znaczenia, jako że muzycznie nie mogło być lepiej. Zespół najwyraźniej składa się wyłącznie z bardzo utalentowanych muzyków, którzy doskonale wiedzą, w którą stronę zmierzają. Trudno też nie wspomnieć o wyjątkowym głosie wokalistki, który nadaje całości niepowtarzalną barwę. Grupa zaprezentowała kilka utworów z nowej płyty, która zapowiada się niewątpliwie bardzo ciekawie.

Koncert ten zakończył festiwal. Pozostaje czekać na kolejną edycję, która odbędzie się w dniach 17-20.05.2013.

Igor Krakowiak

Komentarzy: 0 01.03.13 - 23:02

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture