Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Forum zdechło?
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9652
Rozpoczętych wątków : 6138
Odpowiedzi : 24018
Wspieramy

Kota :: Soman - Mask (2007)

Kolejna płyta, którą można by w zasadzie opisać tylko jednym zdaniem, bo kto lubi ten znajdzie w niej wszystko czego potrzebuje od charakterystycznego EBM-owego rytmu po zgrzytliwe sample i wręcz transowy charakter zapętlań. Album zdecydowanie nadaje się do kolekcji DJ’skiej , rzadziej natomiast widzę w niej „zastosowanie” w domowym zaciszu, chyba, że naszym celem nadrzędnym jest doprowadzanie sąsiadów do białej gorączki czy zbudowania sobie ostrego sadomasochistycznego klimatu. Mocne, agresywne dźwięki, głębokie basy i industrialne zgrzyty przeplatające się przez całość utworów tworzą bowiem niepokojącą, nieco perwersyjną atmosferę.

Album liczy sobie 12 kompozycji. Rozpoczynający go „Descent” tworzy swoiste, chaotyczne, brzęczące, przepełnione szumami i przydługie intro, które wskazywałoby, iż mamy do czynienia z ostrym, nieprzewidywalnym, hałaśliwym i kaleczącym uszy electro. Jeśli wytrzymacie te, niemal trzy minuty, hałasu, który bynajmniej nie stymuluje mózgu pozytywnie, mam pewne pocieszenie: dalej jest już tylko lepiej, spójniej, rytmiczniej i nieco ciekawiej. Tytułowy, a drugi na płycie „Mask” jest ewidentną kontynuacją poprzednich dokonań, bardzo charakterystycznych dla Somana. Jest to też jeden z niewielu kawałków na płycie, w którym pojawia się „wokal”, zresztą znajomy kobiecy wokal charakterystyczny dla Somana. Muszę przyznać, iż ten kawałek jest dla mnie jedynym, naprawdę godnym uwagi utworkiem, miejscami dobrze rozwiązanym, niestety mocno wtórnym. Czasem można odnieśc wrażenie, że twórca nie miał pomysłu na kolejny dźwięk zastępując go wibrującym rytmem i wokalem, aczkolwiek można powiedzieć językiem potocznym, iż „wybrnął” z całej sytuacji, choć z trudem. „Ransom”, nabudowany wokół ostrego, industrialnego rytmu, wprowadza nieco klimat trance’owo – dyskotekowy, w którym sporo arytmicznych posunięć, kompletnie miejscami zbędnych i niespójnych, co często wywołuje chęć „przeskoczenia” do następnego kawałka – „Innocence V.2”, który z niewinnością ma zdecydowanie niewiele wspólnego, dużo natomiast z niepokojem. Ponad sześciominutowy utwór wydaje się zdecydowanie za długi i napchany wręcz najróżniejszymi, typowymi dla Somana dźwiękami. Ta eksperymentalna różnorodność wypada jednak bardzo blado i niewyraźnie i bardziej kojarzy się z mixem poszczególnych kawałków o wspólnym, łomoczącym i bardzo denerwującym rytmie. „Twister” wydłużony niepokojąco „na siłę” nudnym wstępem zaczyna denerwować „łupiącym beatem”. Na szczęście sytuacja się nieco zmienia w trakcie trwania utworu przechodząc w szybki, rytmiczny EBM z rozbudowaną sekcją perkusyjną. Efekt? Jest dużo lepiej niż w poprzednich utworach, ale znów... za długo, aż w końcu możemy posłuchać szóstego kawałka „Beatboxx”, który (o zgrozo!) straszy czasem trwania (prawie 7 minut!!). Denerwuje mnie w tej kompozycji niekonsekwencja budowania klimatu oraz miejscowe niespójności, jakby rozjeżdżające się „rytmy”i kompletnie niepotrzebne, industrialne dźwięki oraz tu i ówdzie momenty nafaszerowane słowami. W chwili, gdy utworek jakby dąży do zakończenia cała sytuacja się powtarza, aczkolwiek prócz wydłużenia czasu trwania kompozycji, ten zabieg nie pełni żadnej innej funkcji. Przy „Eye to Eye” płyta zaczyna robić się już nudna i monotonna. Na szczęście ratuje ją zastosowany w utworku damski wokal, co prawda kompletnie nieprzekonujący i nie wyrażający żadnych emocji, lecz jednak potrzebny jako odmiana. Niestety już w „Detail” złudzenia co do zmiany charakteru całej płyty pryskają jak bańka mydlana. Znów ten sam łupiący rytm, znów ten sam sposób budowania kompozycji, poprzez stopniowe dodawanie kolejnych dźwięków, bezsensownie zastosowany, dyskotekowy, zapętlony dźwięk, nieśmiała próba rozbudowania sekcji perkusyjnej brutalnie przerwana industrialnym brzęczeniem i znów coś co nazywam mianem „łubudubu”, po czym kontynuacja dyskotekowego zabiegu, wzmocniona industrialem, już jakby mniej bezsensowna, co wskazuje tylko na to, że wszelkie eksperymenty można zastosować, ale w odpowiednim momencie – tego wyczucia Soman niestety nie ma, a miejscami pasujące fragmenty zapętlone wciąż na nowo to zapewne przypadek, na którym bazuje cała plyta. I kompletna zmiana rytmu – „Exhale” początkowo nieco klubowa, rodząca nadzieję na ciekawą kompozycję. Nadzieja jednak i w tym przypadku matką głupich. Soman szybko wycofuje się z obranej drogi wracając do bardziej „wyuczonej” industrialnej ścieżki, by za chwilę znów poeksperymentować z klimatem – jednak bez efektu. Przy dziesiątym utworze przesłuchiwania płyty jestem już wyraźnie zmęczona i znudzona, a „Body Stepper” wcale nie ratuje sytuacji mimo szybkiego, złamanego EBM-owego rytmu. „Phonkey” to już kompletna porażka od prostackiego „łubudubu” (że tak znów sobie pozwolę na neologizm i onomatopeję) po napchane industrialne dźwięki. I... nadszedł czas na finał. „Ascent”, zamykający całą płytę (tzw. Outro) jest już spokojny, mniej chaotyczny, choć jako kompozycja miejscami niespójny. Najgorsze jest to, że po przesłuchaniu całej płyty w oryginalnej kolejności z intro i outro nadal nie wiem „co autor miał na myśli” i czy w ogóle był w tym jakiś zamysł?

Mimo tak złej recenzji nie jest to najgorsza z płyt jakie przesłuchałam. Jest po prostu jak „zbiór opowiadań” w jednym klimacie fabułą ze sobą niezwiązanych. Świetna na parkiety alternatywnych imprez, kiepska i męcząca do przesłuchania w domu, chyba, że traktowana „wyrywkowo” czy przesłuchiwana „losowo” wraz z innymi grupami.

W naszej skali to nie daję więcej jak 3, ale i tak ostateczna ocena należy do słuchaczy.

Komentarzy: 0 29.09.08 - 21:32

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture