Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Forum zdechło?
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9651
Rozpoczętych wątków : 6138
Odpowiedzi : 24018
Wspieramy

LadyBergamoth :: VNV Nation - Futureperfect (2002)

1. Foreword
2. Epicentre
3. Electronaut
4. Liebestod
5. Holding On
6. Carbon
7. Genesis
8. Structure
9. Fearless
10. Yam
11. Beloved
12. Airships

VNV Nation zna tutaj chyba każdy, a jeśli nie, to bezwzględnie poznać powinien. Po ich płyty można sięgnąć gdy ma się już dość elektronicznego hałasu, a szuka się czegoś, co wprawdzie tak do końca nie uspokoi, ale nada wewnętrznym demonom uwznioślony kształt i pomoże je zwerbalizować. „Futureperfect” to dla mnie jedna z lepszych płyt jakie ostatnio odkryłam, i chyba najlepsza produkcja VNV. W moim odczuciu trochę spokojniejsza od pozostałych, i – co cenię szczególnie – z bardziej wyeksponowanym wokalem.
Płytka dość zróżnicowana, i ze słabszymi, a w każdym razie mniej mnie osobiście urzekającymi momentami, ale i tak jako całość doskonała dzięki kilku genialnym punktom, których nie da się zapomnieć i do których wciąż i wciąż chce się wracać. Zaczyna się średnio, intro w postaci „Foreword” mogliby jak dla mnie sobie podarować [szczególnie ten passus po francusku], ale zaraz po tym następuje „Epicentre” i robi się pięknie. Ronan Harris ze swoim niezwykłym głosem, przywodzącym na myśl nalot szarej stali, wprowadza skomplikowaną ale doskonale sprawną machinę w ruch. Silny szybki wciągający rytm, i od razu tekst sugerujący jakiego tonu można się spodziewać w ciągu dalszych kilkudziesięciu minut:

I can't say that you're losing me
I always tried to keep myself tied to this world
but I know where this is leading
please
no tears
no sympathy


Dalej dwa instrumentalne kawałki, „Electronaut” dla smakoszy pulsacji oraz „Liebestod” - tytuł mówi sam za siebie, smutne ładne maleństwo, chociaż nie z mojej bajki, klimat odległych czasów i melodii. A następnie jeden z najbardziej poruszających utworów jakie znam – „Holding on”. Jeden z najlepszych hymnów złamanych skrzydeł.

I thought the future held
a perfect place for us
That together we would learn to be
the best that we could be
In my naivity I ran
I fell and lost my way
Somehow I always end up falling over me

And one day
I woke to find
The future had no place
for me
I was unwanted in a world
that with my hands I helped build
Where once was honesty and pride
I now stand broken and alone
Just a shadow
of what I was ment to be



Utwór prosty, piękny, wyjątkowy. Oszczędne tło muzyczne i roztrzaskujący tekst. Perełka, razem z „Forsaken (Vocal version)” i „Darkangel” zapadająca na zawsze w pamięć. Po niej następuje kolejny mocny punkt płyty, spokojny „Karbon”, monumentalna muzyczna przestrzeń i nietuzinkowa liryka. „Genesis” od pierwszych dźwięków zdecydowanie przyspiesza rytm i ożywia słuchacza, bynajmniej nie spuszczając z tonu w warstwie przekazu tekstowego. O następującym dalej instrumentalnym „Structure” powiem tylko tyle, że zęby mnie trochę bolą jak słyszę ten kawałek, ale i tak wybaczam. Tym bardziej, że nie trwa długo, a po nim jest już doskonały „Fearless”, przy którym można wskoczyć na parkiet i generować wewnętrzną energię. Lekko dyskotekowy ;), ale wyobrażam sobie, że na koncertach przewrotny mocny refren musi dawać świetny efekt. Dalej „Yam” - chwila niepokojącego wyciszenia, przygotowująca i nastrajająca do kultowego już „Beloved”. Zaczyna się aż za ładnie, aż za słodko, ale już po chwili oczywiście mamy TEN wokal, niepokojący rytm i poetycki tekst. I czas na koniec – uskrzydlająco-zabijające pożegnanie – „Airships”.... Coś jak „Polały się łzy me czyste rzęsiste...” ;)

I'm leaving ground, stepping into a new world
now I'm leaving home, leaving everything that I have ever known
I step into this new world

leaving everything
leaving everything
leaving everything


Całość – typowy klimat VNV, dostojeństwo, refleksja i rozmach, przeszywający wokal jako najdoskonalszy instrument i twórca niepokojącego, niezwykłego, podniosłego, nostalgicznego nastroju, głos jak brzytwa wycinający w duszy kunsztowne wzory. Pozornie banalne, elementarne dla ciągłości istnienia treści, w takiej oprawie muzycznej – a zwłaszcza wokalnej – stają się wzniosłe, tragiczne i monumentalne. Przyznaję, chwilami troszkę zalatuje disco, momentami trochę może za grzecznie tudzież mało drapieżnie, ale zawsze najbardziej skupiam się na głosie i tekstach, a to na tej płycie powala, i sprawia, że ciężko było to pisać, bo co chwila łapałam się na zagapieniu w sine niebo i zimny śnieg za oknem...

now winter dances here
it seems so fitting don't you think?
to dress the ground in white
and grey




19 lutego 2005
(Tekst pierwotnie, jako debiut, publikowany na ebm.stu.pl)

Komentarzy: 0 01.06.09 - 02:19

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture