Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Forum zdechło?
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9610
Rozpoczętych wątków : 6129
Odpowiedzi : 24009
Wspieramy

Gothycka Mucha :: Orchid - Driving with a hand brake on (2009)

Słowem wstępu chciałbym napisać, że bardzo się cieszę, że ta płyta nareszcie się ukazała. Nareszcie - bo czekam na jej ukazanie się od około półtora roku i niemal straciłem nadzieję na to, że dane mi ją będzie usłyszeć. Nie wnikam, co było powodem tego opóźnienia, ważne, że efekt końcowy jest co najmniej zadowalający.

Już pierwsze takty otwierającego płytę I like it uświadamiają nam, że muzyka zespołu nieco się zmieniła. Produkcja jest selektywniejsza (co akurat nie dziwi, biorąc pod uwagę, że materiałem porównawczym jest demo), a samo brzmienie ostrzejsze. Wyraźniej słychać gitary, piosenki nie toną w miękkim sosie organów, co było znakiem rozpoznawczym takk!_soundsampler. Powyższa uwaga odnosi się do wszystkich utworów na płycie, które prezentują się dynamiczniej i mniej "oldskulowo". Początkowo nawet mi brakowało tej "vintage" otoczki, ale teraz już nie postrzegam tego jako wady.

Drugą rzeczą natychmiast zwracającą uwagę jest wokal Natalii Fiedorczuk. Słychać, że pani doskonale wie, jak operować głosem, i że język angielski nie jest dla niej wyzwaniem nie do pokonania. Jest to szalenie istotne na płycie, na której 100% tekstów jest zaśpiewane właśnie w tym języku. Owszem, czasem zdarza się wokalistce spaść w nasz swojski akcent z nieśmiertelnie polskim twardym r (Backseat), ale akurat wtedy ma to swój urok i powoduje uśmiech i podejrzenie, że to umyślnie.

Trzecią sprawą jest łatwość w budowaniu doskonałych, niewymuszenie wpadających w uszy melodii. Nie będę się bawił w wymienianie wszystkich, które mi się spodobały, bo musiałbym wymienić większość zawartości płyty. Napiszę tylko, że bardzo podoba mi się takie właśnie wyluzowane, niewymuszone podejście do kompozycji. Przyjemnie słucha się płyty, która niczego nie usiłuje udowodnić, nie sili się, żeby się podobać, być przebojową. Chciałbym, eby więcej polskich zespołów posiadło taką umiejętność, pozwalającą poza oczywistymi petardami w typie Tony'ego Soprano czy Call to the past produkować takie perełki, jak Diss czy ubarwiony francuskimi w smaku klawiszami Mess.

W zasadzie na płycie nie ma piosenki, o której nie dałoby się czegoś powiedzieć. Są tutaj oczywiste przeboje, wpadajace w ucho już od pierwszego usłyszenia (Moreless, Tony Soprano, Babe Babe, Call to the past). Są też piosenki schowane pomiędzy nimi, czasem bardziej zadziorne (Gay, czy wyposażony w klawiszowy motyw którego nie powstydziłby się sam Vince Clarke Drag), czasem mniej (kojarzący się nieco z dokonaniami duetu Lipnicka/Porter Backseat, a także spoglądający w stronę mysłowickich Sprzedawców marzeń I like it), a czasem niemal balladowe (Farewell, zresztą najbardziej chyba bezbarwny numer na płycie). Nie ma tu piosenek słabych - być może płyta obeszłaby się bez Fawning dog i wspomnianego już Farewell, ale to tylko moje osobiste zdanie.

Swego czasu narzekałem, że kompozycje Orchid zlewają się w całość, że w większej masie powodują przesyt - zespół wyraźnie nad tym popracował, doszlifował swoje piosenki, popracował nad różnorodnością - i to się opłaciło z nawiązką. Przynajmniej połowa utworów wpada w ucho od razu, kolejne wgryzają się w głowę po drugim, trzecim przesłuchaniu. Oddzielny akapit należy się czterem utowrom, które w normalnych (czytaj - zachodnich) warunkach byłyby murowanymi singlami. Mowa tu oczywiście o Tonym Soprano, wyposażonym w zabójczo chwytliwe refreny Babe babe i Moreless oraz (last but not the least) Call to the past - kompozycji, z której nasze zespoły powinny się uczyć sztuki robienia przeboju jak z elementarza.

Driving with a hand brake on Ameryki nie odkrywa, przełomową dla muzyki płytą też nie jest. Jest za to bardzo smakowitym koktajlem, przy którym doskonale się wypoczywa, do którego można potańczyć i który bez wstydu można puścić na imprezie, również w Anglii. Bez zgrzytu potrafię sobie wyobrazić te piosenki wplecione pomiędzy obecne angielskie gwiazdy i gwiazdki i uważam, że gdyby Orchid urodzili się w Anglii, mieliby szanse na sukces mniej więcej na poziomie np The Long Blondes - czyli moze nie top listy przebojów, ale mocna pozycja średnia na pewno. To wszystko złożone w całość daje nawet więcej, niz mogłem od Orchid oczekiwać. Gratuluję udanego debiutu... i czekam na więcej.

Ps - szkoda, że zabrakło miejsca dla stylowej przeróbki Wicked game Chrisa Isaaka, którą zespół chwali się na swoim profilu na majspejsie - nawet jako bonusu po zasadniczej części płyty.

OCENA - 7,5/10

Utwory:

I like it
Moreless
Backseat
Drag
Farewell
Tony Soprano
Babe Babe
Diss
Mess
Gay
Fawning dog
Call to the past

Skład: Natalia Fiedorczuk (voc, k), Agata Klonecka (d), Wojciech Augustyniak (g), Mariusz Giś (g, voc), Michał Kozłowski (b)

Komentarzy: 0 30.06.09 - 15:22

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture