Wydarzenia patronowane
Strony które hostujemy
Atum
Bunkier Prod
Castle Party
Detox
Discordless
Disorder Party
DJ Hypnos
Fabryka
Hoarfrost
Insomnia Festiwal
Lame Immortelle
Lilith
Night Watch
Outofsight
Scheuermann
Silesian Electro
Synergia
Strzyga
Waroffice Prod. sklep
Ostatnio na forum
Cytat, który najbardziej do Was trafił...
Ambient Collage #8
Ambient Collage #7
Mgla (The Mist)
Achaja
Grey Frequency - Ambient Collage #6
Kochanka Szamoty
Elizabeth Fawn - Ethereal
Abandoned Toys - Neoclassical Darkwave
The Synthetic Dream Foundation
Rasplyn
IPLEX
malutki problem
question about parties, clubs and gigs
sztuka aktu po polsku
Statystyki
Zarejestrowanych osob : 9403
Rozpoczętych wątków : 6046
Odpowiedzi : 23924
Wspieramy

Gothycka Mucha :: Clan of Xymox - Łódź, 15.03.2008

Łódzkie koncerty Clan of Xymox wydają się być obciążone jakąś klątwą - tegoroczny nie dość, że zbiegł się bardzo nieszczęśliwie z warszawskim koncertem Fields of the Nephilim, co zwiastowało frekwencyjną klęskę (na zasadzie ile razy można oglądać Xymoxów, kiedy do Polski wpada po raz pierwszy Nephilim!), to jeszcze stanął na krawędzi odwołania z powodu paskudnej grypy Ronny'ego Moringsa. O koncercie sprzed trzech lat szkoda pisać - chyba wszyscy pamiętamy, co się stało o 21.37...

Szczęście jednak chyba się do nas uśmiechnęło i pomimo tych czarnych chmur koncert okazał się być nadspodziewanie udanym. Ale po kolei.

Impreza zaczęła się od pechowego wydarzenia - łódzka prasa gremialnie podała czas rozpoczęcia koncertu na godzinę później, niż było to ustalone, więc nawet mimo opóźnienia pierwszy support obejrzeli nieliczni. Był to zespół Bete Noire, dość powszechnie określany mianem nadziei polskiej sceny zimnofalowej. Ja po koncercie mogę tylko zapytać, na jakiej podstawie? Panowie zaproponowali nam kilka przeraźliwie nudnych jednostajnych kompozycji utrzymanych z średnich i wolnych tempach, z żadka urozmaicanych dźwiękami saksofonu. Dość kuriozalnie na tym tle wypadał wokalista, który zasłuchał się najwidoczniej w Peterze Murphym, bo skalkował jego manierę wokalną, co przyniosło skutek odwrotny od zamierzonego. Kiedy wokalista nie śpiewał, zespół brzmiał jak nudna wersja The Legendary Pink Dots (utwór otwierający koncert). Co tu dużo mówić - oczekiwania były duże, a otrzymany występ - marny.

Na szczęście w okolicach godziny 20 smętnych chłopców zmienili znacznie żwawsi panowie z Deathcamp Project. Przyglądam się ich karierze muzycznej od dłuższego czasu - pierwszy raz widziałem ich na żywo na Big Star Festival w starej Dekompresji gdzieś w okolicach 2003 roku (o ile dobrze pamiętam) - wtedy intrygowali, dziś to już zespół pełną gębą. Zagrali bardzo dobry set, zawierający zarówno rzeczy stare, jak i premierowe (dwie lub trzy - pamięć znów zawiodła) - na niezmiennie dobrym poziomie. O ile Bete Noire jako otwieracz i rozgrzewacz nie sprawdziło się w ogóle, o tyle Deathcamp Project wywiązał się z tej roli bardzo dobrze i nastroił mnie bardzo pozytywnie przed koncertem gwiazdy wieczoru, nie wiedzieć czemu konsekwentnie nazywanej przez pana zapowiadacza (bo i takowy się zdarzył) fonetycznie "Klan of ksajmoks".

Zanim przejdę do opisu samego koncertu, słów kilka należy się zgromadzonej publiczności, która wbrew obawom dopisała - sala wypełniła się niemal w całości (tylko koło wyjścia było luźno), sporo osób oglądało też koncert z balkonów. Widać było, że przyszli ci, którzy naprawdę chcieli Xymoxów zobaczyć, a nie tylko dlatego, że nie było lepszej okazji do spędzenia wieczoru. Sporo było osób po czterdziestce, które pamietają czasy pierwszego Clanu i faktycznie podczas killerów takich jak Michelle, Louise czy Back Door ci ludzie bawili się tak żywiołowo, że można tylko zazdrościć i się zawstydzić (co nie znaczy, że nie bawili się podczas nowszych piosenek!). Ronny wydawał się być bardzo zadowolony z takiego stanu rzeczy - wydaje się, że jak wszyscy przeczuwał raczej frekwencyjną klęskę.

Wracając do muzyki - dostaliśmy przekrój przez całą dotychczasową twórczość Clanu, z uwzględnieniem zarówno rzeczy starszych (wspomniane już Louise czy Muscoviet Mosquito, na którą to piosenkę reakcję publiczności trudno opisać inaczej niż słowem "szał"), jak i nowszych (Weak in my knees czy pochodzący z najnowszej epki Clanu utwór Heroes - cover piosenki Davida Bowiego). Zainteresowanych odsyłam zresztą do setlisty, którą zamieściłem poniżej. Pomiędzy piosenkami Ronny poskarżył się parę razy, jaki jest chory, że ma gorączkę etc, a jednak nie dość, że zagrał normalny set, to jeszcze zespół został wywołany na 4(!) bisy - 2 były zapewne wliczone w koszt, bo zawierały utwory oczywiste jak Muscoviet Mosquito czy Back Door, ale już dwa kolejne były raczej improwizowane - poleciały A day i dawno nie słyszany Cold damp day (ja tę piosenkę odebrałem jako krzyk rozpaczy - co my mamy do diabła jeszcze zagrać?). Z rzeczy oczywistych zagrali wszystko. Z tych mniej oczywistych - zabrakło Into extremes, The bitter sweet czy Creature (w ogóle koncert był bardzo dynamiczny, nie było wolniejszych momentów poza Innocent). Mi osobiście zabrakło również Craving czy Obsession - to pierwsze zresztą poleciało z głośników zaraz przed koncertem, robiąc mi tzw. "smaka" - niestety mogłem się tylko poślinić...

Nie zostałem niestety na pokoncertowym afterku (starość nie radość ;), ponoć bardzo udanym - znając grających tam djów nie mogłem w to wątpić. Generalnie - kto był, ten wie, kto nie był - niech żałuje. A ja mam nadzieję, że Clan przyjedzie do Łodzi szybciej niż za trzy lata - zresztą widać, że Ronny'emu i spółce się w gościnnym Mieście Kominów podoba.

Ps - poczytać można o tym z resztą na oficjalnej stronie Clanu - "It was a very hectic period and Lodz was the last show for this month. Clan Of Xymox has seen their share of airports, terminals, and rental cars. The band left for Poland with Ronny having the flue although at the night of the concert he miraculously recovered and could do the whole set plus the many encores without any problem. Matter of fact the band steamed up for a big party time mood resulting in an extatic show with lots and lots of interaction between the audience and the band. The audience in Lodz is one of the loudest audiences in Poland !

We all our glad that this night was unforgettable for all.
"

My też dziękujemy za wspaniałą noc i przesyłam szczególne pozdrowienia dla pani grającej na klawiszach, która się strasznie nabiegała przy kolejnych bisach :D

Setlista:

One more time
Weak in my knees
Calling you out
Heroes
Jasmine and Rose
Cry in the wind
Louise
This world
Farewell
Innocent
There's no tomorrow

bis#1
Michelle
Muscoviet mosquito
bis#2
Stranger
Back door
bis#3
A day
bis#4
Cold damp day

Komentarzy: 0 20.03.08 - 19:08

Nie wolno wykorzystywac jakichkolwiek materiałów tej strony bez zgody autora (i/lub) administratora. Okładki płyt oraz teksty utworów zamieszczone są wylącznie w celach edukacyjnych.
Coldwave | Darkwave | Subkultura Gotycka | Gotyk | Goth | Gothic | Neofolk | Electro | EBM | Postindustrial | Industrial | Gothic Rock | Gothic Subculture